Mój dzień

Dzisiaj są moje urodziny. Życzę sobie wszystkiego najlepszego. Trudno mi uwierzyć, że mam 34 lata 😯

Reklamy

Uff jak gorąco, puff jak gorąco…

Pogoda zwariowała. Jeszcze wczoraj myślałam, że jest naprawdę gorąco, ale kiedy dzisiaj spojrzałam na termometr i zobaczyłam, że jest 110.6 F (dobrze ponad 40 stopni, nie pamiętam ile w C), pomyślałam, że źle widzę.
Pomijając zbyt gorącą pogodę, mieliśmy naprawdę fajny dzień (klimatyzacja właśnie nabija rachunek ;-)). Spędziliśmy miło czas z przyjaciółmi. Rano zebrałam troszkę strąków groszku, podlałam rośliny i ogarnęłam chałupę. Potem zaś jedliśmy pyszny obiadek (znowu miałam okazję jeść pysznie przyrządzoną ciecierzycę :-))
Nie do uwierzenia jak ludzie się zmieniają. Pamiętam czasy „przed dziećmi”. Nie wyobrażałam sobie życia w domu, posiadaniu ogródka i hodowania w nim warzyw i ziół. Uwielbiałam miejskie mieszkania, ogromne miasta i wszystko co się z nimi łączy.
Teraz…jestem szczęśliwa wcinając własną natkę pietruszki i dlatego, że nie mieszkam w centru miasta.

Reisefieber

Dni mijają jak szalone. Za tydzień lecimy do Polski. Wakacji potrzebuję definitywnie, Czuję się zmęczona (zbyt zmęczona aby tu pisać). Muszę zapakować walizki, posprzątać dom i uszyć kilka ubranek dla lalki.
Mam nadzieję na więcej czasu podczas wakacji. Planuję zrobić od groma zdjęć Warszawy i Krakowa i powklejać na bloga.
W ostatni czwartek miałam wizytę u dentysty. Kiedy wyszłam z gabinetu, czułam się taaaaka szczęśliwa (miałam nadzieję nie widzieć go przez następne trzy miesiące). Hahaha…
Byłam w błędzie. Booooli. NIe jestem do końca pewna czy boli ząb czy dziąsło jest bardziej wrażliwe na zimne i gorące niż zwykle. No i co ja mam zrobić?
Mam ogromną nadzieję, że rano nic nie będzie bolało, jeśli nie będę musiała do niego dzwonić.

Czas płynie za szybko

Trudno uwierzyć, że już 14 lipca. Ne miałam w ogóle czasu by coś napisać na blogu. Zaliczyłam dwie wizyty lekarskie. W niedzielę zaś zorganizowaliśmy w swoim domu międzynarodowy obiadek. Przyszli nasi sąsiedzi. Objadaliśmy się brazylijskim, hinduskim i polskim żarełkiem. Szczególnie zasmakowała mi ciecierzyca przygotowana przez moją sąsiadko-przyjaciółkę. Dzięki innej miałam okazję skosztować pysznej i słodkiej pasty z guawy.
Dzisiaj także byłam bardzo zajęta. Wstałam o 5.30 rano i poszłam na rower, kiedy wróciłam (śpiąąąąca), ucięłam sobie drzemkę. Po południu pojechałam na zakupy. Kupiłam kilka prezntów dla moich siostrzeńców i lalkę dla córki. Julcia ma ukochaną lalę „baby born”, która nawiasem mówiąc zepsuła się nieco (co chwila wypada jej ramię i smętnie zwisa na plastikowej rurce).
Dzisiaj zaś znalazłam w sklepie w którym sprzedawane są końcówki serii z różnych sklepów nową laleczkę. Małą siostrzyczkę baby born. Laleczka jest super, miększa niż jej większa siostra i bardziej poręczna, bo ma tylko 32 cm długości. Planuję dać Julci prezent podczas naszej podróży do Polski. Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę jej uśmiechniętego buziaczka.

Masa solna

Uwielbiam masą solną. Jest tania i prosta w użyciu.

Podstawowy przepis:

2 szklanki mąki

1 szklanka soli

1 szklanka wody

Opcjonalnie:

1 łyżka oleju roślinnego (ułatwia wyrabianie ciasta)

1 łyżka kleju do tapet (sprawia, że masa jest bardziej elastyczna)

1 łyżka soku z cytryny (utwardza gotowy produkt)

Wymieszaj mąkę sól i wszystkie albo jakikolwiek z dodatkowych składników (nie trzeba ich dodawać) w misce i stopniowo dodawaj wodę. Jeśli masa jest zbyt kleista, dodaj więcej mąki, jeśli zbyt sucha – więcej wody. Kiedy składniki się połączą, wyrabiaj masę na płaskiej powierzchni około 10 minut. Przed rozpoczęciem lepienia zostaw masę na 20 minut. Masa może być przechowywana w lodówce w szczelnym pojemniku albo owinięta w plastikową folię do tygodnia. Pamiętaj, jeśli masą będą się bawić małe dzieci, nie dodawaj kleju do tapet.

Suszenie:

Modele mogą być suszone na powietrzu albo pieczone w piekarniku.

Przez pierwsze 30 minut najlepiej jest suszyć w temperaturze 50C i po tym czasie można  ją zwiększyć do 100C. Czas suszenia zależy od wielkości i grubości modelu. Przeciętnie czas suszenia na powietrzu  wynosi około 30-48 godzin, podczas gdy czas suszenia w piekarniku powinien skrócić się do kilku godzin (co wcale nie jest regułą jak się przekonałam).

Anioł włoski