Szczęśliwego Nowego Roku

Jako, że wkroczyliśmy w kolejną dekadę tego stulecia, czas na postanowienia. Jednym z nich powinno być: będę regularnie pisać bloga. Bardzo bym zresztą chciała, ale jestem chora od początku listopada.  Jak pomyślę o lekarzach, to oprócz tego, mnie krew zalewa czasem, przypominają mi się słowa lekarza z serialu „Ranczo”, że”medycyna jest bezradna”. Po tygodniach łykania mocnych leków na alergię i piskania sterdydami (nos) i ewentualnym zakrapianiu (oczy), dostałam dla odmiany antybiotyk (i wcale nie widzę poprawy, bo znowu mam kaszel). Teraz mam podobno zapalenie zatok. Po bezowocnych wizytach lekarskich wzięłam sprawy w swoje ręce. Dłużej śpię (za dwie minuty powinnam być w łóżku – i kiedy tu pisać?), piję aloes, ocet jabłkowy, zioła i wcinam kaszę jaglaną. To tak w skrócie, bo o tych produktach (szczególnie kaszy i aloesie powinnam wysmarować/wystukać? cały dłuuugi post).

Grudzień był bardzo pracowity. Tworzyłam kartki bożonarodzeniowe, dekorowałam dom na Święta i zaczęliśmy całą rodziną jeździć na nartach (poza ostatnim razem, w górach przechodziły mi wszelkie dolegliwości, może naprawdę mam na moje miasto alergię?). Spotykałam się ze znajomymi, czytałam książki, piekłam pierniki, robiłam quillingowe zawieszki na prezenty.

Z braku czasu na pisanie, przy porannej kawie śledziłam ulubione blogi (linki do nich podam w innym poście) i zazdrościłam troszkę, że tam tak świątecznie.

Święta i Sylwester były zwariowane i bardzo spontanicznie. Po raz pierwszy wyłamałam się z tradycji pucowania wszystkiego na błysk, gotowania przez parę dni i szaleństwa prezentowego (dla dzieci właściwie główne prezenty kupione były już we wrześniu). Może Wigilia nie była dokładnie taka, jaką zaplanowałam, ale byliśmy razem w miarę posprzątanym domu, mieliśmy choinkę i trochę jedzenia. Dzieciaki dostały w  tym roku bardzo dużo prezentów od znajomych i rodziny. Miło było popatrzeć na ich radość. To nic że Julia ma kolejną Barbie, jakoś się pomieścimy.

Reklamy