Bojowa Pieśń Tygrysicy.

O książce „Bojowa Pieśń Tygrysicy” autorstwa Amy Chua przeczytałam w Gazecie Wyborczej bodajże. Prawie od razu ustawiłam się w wirtualnej kolejce w lokalnej bibliotece. O tym, jaką popularnością cieszy się ta pozycja, świadczy chociażby fakt, że byłam 92 w kolejce. Po paru miesiącach oczekiwania w końcu dostałam swoje trzy tygodnie na lekturę:-). Bojowa Pieśń Tygrysicy wywarła na mnie ogromne wrażenie. Daleka jestem od bycia chińską matką (czyli reprezentującą chiński model rodzicielstwa, ciężką pracę dzieciaków i brak głaskania po główce), nie mniej jednak pewne elementy wprowadziłam u siebie (wprawiając młodocianych w osłupienie). Nie pochwalam metod wychowawczych Amy Chua, szczególnie, że różnie bywa z ich skutecznością (manipulacja działa do pewnego momentu), nie akceptuję ciągłej kontroli, pracy bez wytchnienia, braku czasu na zabawę czy przyjaciół. Sądzę jednak (obserwując różne dzieci), że często rodzice kompletnie nie mają kontroli nad tym co robią, jedzą, jak spędzają czas, czy z kim się zadają ich dzieci.

Amerykańscy rodzice chwalą swe dzieci, nie wytykają błędów (przepraszam – w granicach rozsądku, nie oddadzą dziecku, jak Amy Chua, ręcznie robionej kartki urodzinowej twierdząc, że jest brzydka, niedopracowana i mogłyby się bardziej postarać), uwypuklają osiągnięcia, pozwalają uwierzyć dzieciom w ich wartość. W końcu każdy idzie swoją drogą. W przeciwieństwie do swoich chińskich rówieśników, nie zajmują się swoimi rodzicami na starość. Myślę, że warto korzystać z obu modeli rodzicielstwa, w każdym znajdziemy jakieś cenne wskazówki: amerykański pomoże nam wychować dzieci na świadomych swojej wartości ludzi, takich którzy kochają siebie i innych, chiński nauczy dzieci systematyczności i odpowiedzialności za swoje obowiązki.

Książkę z całego serca polecam mimo, że mnie samej nieraz włosy dęba stanęły podczas lektury.

Zdjęcie nie jest mojego autorstwa. Pobrałam je ze strony http://merlin.pl

 

Reklamy

2 thoughts on “Bojowa Pieśń Tygrysicy.

  1. czytałam, i włosy mi dęba stawały. Zgadzam się, ze nadmierna, a czasem i całkowita rezygnacja z kontroli i nadzoru nad dzieckiem, jaka zdaje sie być częsta w USA, a na pewno w Polsce jest przegięciem.
    Zgadzam sie, ze wartością w chińskim modelu może byc szacunek dla starszych, opieka nad rodzicami. Ale… Mam poważne wątpliwości, czy to naprawdę jest szacunek czy miłość. Dla nie to raczej jest małpi odruch „Tak ma być i koniec”, nie mający wiele wspólnego z rzeczywistymi uczuciami. Jasne, zę lepsze to, niż porzucenie starego rodzica, niech sobie radzi sam, ale i tak brzmi…. jakoś nieprzyjmenie.
    \napiszesz, które elementy wprowadziłaś w domu? Bo może coś podpatrzę, przyznam, zę jak czytałam, to miałam czerwona mgłę przed oczami z powodu łamania psychiki dzieci, manipulacji, kłamstw, wrzasków, bicia i tego wszystkiego, co dla mnie jest po prostu nie dopuszczalne. Może przegapiłam coś sensownego?

  2. Skoro zostałam wywołana do tablicy, to napiszę:-) Nie wyrzucam pluszaków, nie biję, nie wrzeszczę histerycznie jak Amy na swoje dzieci, nie wyrzucam z domu, nie manipuluję, nie kłamię. Jedyną zmianę jaką wprowadziłam (której Amy chyba nie stosowała, nie pamiętam teraz – nie ma jeszcze 6 rano i jeszcze się nie całkiem dobudziłam), są konsekwencje za odmowę robienia pracy domowej, kłócenie się przy tym, albo zrzędzenie o niesprawiedliwości na tym świecie. Amy mnie zainspirowała, czytając jej książkę, cały czas zastanawiałam się nad pożytecznym i „bezkrwawym” sposobem przekonania dzieci do nauki. Podłamywało mnie, że dzieci me osobiste mają to w zadku (systematyczną pracę). Dochodząc do meritum, jeśli np. Dominik kłóci się, płacze, wrzeszczy, pyskuje podczas odrabianie lekcji, np. matematyki (nie będę się uczył, to jest głupie, nie możesz mnie zmusić itp.), to dostaje kolejną kartkę z zadaniami do zrobienia. Jeśli nadal wrzeszczy, dostaje kolejną. Ostatnio uspokoił się po trzeciej dodatkowej chyba. Na szczęście, bo syn mój kochany drze się po prostu, nawet jak ma dodać 2 + 1 i to nie dlatego, że nie umie, ale dlatego, że nie ma na to ochoty (to są lekcje zadane przeze mnie nie przez nauczycielkę, ona zadaje raz-dwa razy na tydzień, stanowczo za mało, żeby zapamiętać).
    Swoją drogą, ciekawe, że Amy nie bała się ostracyzmu społecznego, szczególnie w takim społeczeństwie jak amerykańskie.
    Co do stosunku do starszych, widzę tu duże podobieństwo do modelu w Indiach, gdzie starszyzna jest ceniona i choć wpływy świata zachodniego, są coraz silniejsze, starsi (rodzice i dziadkowie) nadal cieszą się tam autorytetem i posłuchem (nawet jeśli to unieszczęśliwia młodych).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s