Zdarzyło się wczoraj

Ten wpis będzie bez zdjęć, bo po pierwsze jest 5.30 rano (przestawiłam się w końcu na nowe pory snu), po drugie nie mam jeszcze, po trzecie muszę wypić kawę. Sobota była mega zajęta. Rano oczywiście prezenty dla jubilata, potem mecz. Mając  w pamięci środowy trening, kiedy to przemarzłam do kości, wczoraj miałam na sobie cienki golf, cienki sweter i płaszcz a na nogach porządne buty i wełniane skarpety. Było całkiem całkiem, dopiero pod koniec spotkania (skończyła mi się herbata imbirowa), chłód zaczął do mnie przenikać. Generalnie miałam się w miarę dobrze i sucho, Dominik natomiast miał całkiem mokre buty i skarpetki, spodnie też były całkiem mokre (wywrotka na mokrej trawie). Po powrocie szybkie przygotowania i pojechaliśmy do domu znajomych aby świętować z nimi żydowskie święto Rosz ha-Szana, czyli Nowy Rok. Na stole było 7 ciast upieczonych tego samego ranka. Imponujące. Po południu odwiedziła nas przyszywana babcia moich dzieci. To był fajny dzień, niestety cukier mi nie służy ( a wczoraj byliśmy dosłownie na diecie ciastowej), no i teraz mam za swoje, bo kaszlę jak gruźlik.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s