Bez tytułu :-) … a może po prostu Grudzień ?

Nie wiem jaki powinien być tytuł dzisiejszego wpisu. Po tak długiej przerwie w pisaniu, kiedy tyle mam do pokazania i napisania. Święta Bożego Narodzenia minęły w radosnej atmosferze. Dom był pięknie udekorowany, pachniało wypiekami. Dzieci starały się być bardzo grzeczne, co by pod choinką znaleźć wyczekiwane prezenty (zamiast rózgi). Podobnie jak co roku dopadła mnie nostalgia i tęsknotą za najbliższymi mieszkającymi  w kraju na Wisłą. Cóż, takie życie. Wigilijna kolacja była uroczysta i gwarna. Mieliśmy opłatek, wigilijne potrawy, dużo słodkości (pierwszy raz w życiu piekłam makowce). Mąż przeczytał także stosowny fragment z Pisma Świętego. A potem…wiadomo: PREZENTY 🙂

Tym razem rozdawanie prezentów odbyło się inaczej. Zazwyczaj ja i dzieci wychodziliśmy na werandę aby wypatrzeć Mikołaja i renifery, w tym roku Mikołaj podłożył prezenty wcześniej (już od rana dzieciaki krążyły koło choinki ). Wyciągałam paczki spod drzewka i wywołana osoba musiała wykonać jakąś pracę stosownie do wieku (dzieci). Kiedy zadanie było wykonane, paczka czekała nietknięta, aż wszyscy dostaną swoje prezenty.

Ja dostałam swój wymarzony czytnik książek, i teraz małą biblioteczkę noszę w torebce 🙂

Sylwester także zaliczam do udanych. Spędzony w miłym towarzystwie, poprzedzony zakupami ciuchowo – butowymi czego dowód poniżej 🙂

Nowy Rok został uczczony należycie (na trzeźwo :-)) a po powrocie do wysprzątanego domu, położeniu rodziny spać, prysznicu, w ciszy czytałam książkę. Zaczęłam ten rok tak jak chciałam. Miałam czas i na zabawę i na zadumę, to dobra wróżba na kolejny rok.

Pisząc o tym, co było w grudniu, żal nie wspomnieć o koncercie zimowym w którym Julia występowała.

Najbardziej lubię piosenkę śpiewaną na zakończenie chyba każdego koncertu zimowego przez uczniów naszej szkoły. Niestety nie dysponuję nagraniem z koncertu, na You Tube znalazłam bardzo podobne wykonanie:

W grudniu pojechaliśmy także na Mikołajki do Domu Polskiego w Seattle. Moje starsze dzieci zaśpiewały piosenki i za odwagę dostały drobne upominki 🙂

Adaś był w kiepskim humorze i nie ma go na żadnym chyba zdjęciu.

Grudzień był także czasem powiedzenia: „do zobaczenia” bardzo fajnej koleżance, której los (armia) zesłała męża do Waszyngtonu DC. Nie bardzo mając wyjście spakowali manatki i wyjechali. Mimo wszystko mam nadzieję, że tylko na chwilę (bo cóż znaczy 6 lat wobec wieczności).

Reklamy

Ależ ten czas płynie

Czas płynie jak szalony, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. A ja nie mam kiedy usiaść do komputera. Latam na zastrzyki, fizykoterapię itd. A wieczorami obowiązkowo Harry Potter. Zostałam potteromianiaczką, Julka zresztą też – dzięki Martusiu.

Odezwę się, przejrzę zdjecia, załaduję trochę, a tymczasem lezę spać.