Twórczo…

Tak upłynął mi weekend. Trzasnęłam 10 karteczek: 5 na Halloween, 5 na Boże Narodzenie. Bolą mnie plecy, ale zadowolenie z pracy wynagradza mi trudy. Poza tym obejrzeliśmy rodzinnie Hobbita, zjedliśmy fajne żarcie. Ogólnie te dwa dni uznaję za udane. Niestety, jak P. mi powiedział, dzisiejsze wietrzysko przewróciło na naszym osiedlu dwa drzewa a trzecie przechyliło pod kątem 45 stopni. Zawsze jest mi przykro, jak tracimy jakieś drzewo, uwielbiam obserwować jak zmieniają się z upływem pór roku. No ale takie jest życie. Jutro obejrzę straty.

Kolejny tydzień zapowiada się intensywnie. We wtorek mój kochany D. skończy 9 lat. Chciałabym uczcić to wydarzenie, coś dobrego upiec i ugotować. Prezenty już czekają, muszę tylko je zapakować. D. nie może się doczekać. To także moje święto, święto całej rodziny. To przecież cud, kiedy rodzi się nowy człowiek.

Jutro mam również próbę chóru, w środę wolontariat w szkolnej bibliotece, w czwartek lekcje pianina, zastrzyki i hip-hop dzieciaków, a w piątek lekcje pianina dzieci. W międzyczasie to co miliony osób na świecie: pranie, gotowanie, sprzątanie + moje ćwiczenia na pianinie i karteczki.

Życie jest dobre.

Zmykam pod prysznic i spać.

Miłego dnia wszystkim życzę.

 

Reklamy

Dłubię sobie…

…nie w nosie oczywiście. Kartki robię, jestem w „tfórczym” uniesieniu i próbuję rozciągnąć dobę. Doba jest jak z tytanu, ani drgnie. Nie dosypiam więc, wstaję bladym świtem, a raczej wstawałam bo teraz o 6.15 jest nadal ciemno. Po omacku schodzę na dół, robię kawę i czekam, aż uda mi się wykrzesać z siebie więcej pary. 20 minut kofeinowej reanimacji i mogę działać.

Oto efekty:

IMG_6413

Jestem dyniowo nastrojona

Jestem dyniowo nastrojona

IMG_6423

Jak nie toperz to co????

Jak nie toperz to co????

IMG_6437

Nietoperze

Nietoperze

IMG_6440

Nawiedzony dom

Nawiedzony dom

IMG_6449

Cukierek albo psikus

Cukierek albo psikus

IMG_6458

Dynie

Dynie

Dynia i pająki

Dynia i pająki

IMG_6468

Uwaga czarny kot

Uwaga czarny kot

IMG_6483

Czarownica na miotle

Czarownica na miotle

IMG_6492

Kocisko

Kocisko

IMG_6500

BOO

BOO

Ta kartka już ma właściciela

Wampir. Ta kartka już ma właściciela, niestety zdjęcie dużo gorszej jakości.

 

 

Będzie więcej, już czekają wycięte nietoperze 🙂 Kilka kartek czeka na załadowanie na bloga, ale najpierw  do garów.

Dziś szef kuchni poleca:

Jesienna kartoflanka z tofu, makaron z warzywami i mozzarellą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwóch panów w domu :-)

W ramach wstępu: szykuje mi się niewielki remont. Będzie podłączanie kabli do głośników, malowanie i takie tam.

W ubiegłą sobotę wybrałam się na zakupy. Zbliżają się urodziny D. i A. a na ten dzień miałam kupon z 25% zniżką w dziecięcym raju, czyli sklepie z zabawkami.

Ciesząc się samodzielną (bo to wcale nie jest takie oczywiste 😉 ) wyprawą w teren, przemierzałam alejki sklepów, kiedy zadzwonił telefon. P. zapytał mnie o lokalizację kamery, podałam mu współrzędne 🙂 i dalej sobie spaceruję. W główce jednak zaczęły intensywnie kręcić się trybiku. Po co mu kamera?  Kolejna rozmowa: pytam czy jest już stosowny otwór w ścianie (na wpuszczenie kabla)? Jest kilka, brzmi nieśmiała odpowiedź.

Nic nie przeczuwając, szczęśliwa jak prosię w błocie wracam do domu.  Radość moja jest wielka, bo oto na dnie mojej torebki spoczywa świeżo upolowana blurejowa płyta z Hobbitem.

Wchodzę do domu, mamy gości. Super, lubię ludzi 🙂 Moje stadko szczerzy zęby wyglądając przy tym jakby coś narozrabiali i mieli z tego uciechę. No to pytam towarzystwo, dlaczego mi migdałki pokazują.  J. chichocze wściekle i robi miny (że niby matka taka niedomyślna czy co?).

Nagle widzę: mały kwadratowy otwór w ścianie, w którą będą wpuszczone kable i duuuuży w miejscu, w którym jeszcze dwie godziny wcześniej była jedna ze ścian buciarni (szafa na buty i kurtki).

Był sobie schowek

Był sobie schowek

I była sobie ściana

I była sobie ściana

Potem dwóch panów wycięło ścianę i ich oczom ukazało się to

Potem dwóch panów wycięło ścianę i ich oczom ukazało się to

I to...

I to…

Wbrew pozorom jest sporo miejsca

Wbrew pozorom jest sporo miejsca

W największe zdumienia wprawiła mnie ponad dziesięcioletnia butelka napoju. Wyglądał na świetnie zachowany 🙂 Ach, te współczesne technologie 🙂

Kolega L. skwitował: ciesz się, że panowie robotnicy zostawili butelkę a  nie trupa. W sumie racja.

Weź tu zostaw dwóch facetów w domu 🙂

Tak na poważnie, bardzo się cieszę, brakowało mi schowków.

Nadmiar i niedobór

Nadmiar – jedna z chorób współczesnego świata, świata zachodniego. Pomijając rodziny żyjące w skrajnej biedzie, albo te, które żyją minimalistycznie z własnego wyboru, większości z nas dokucza nadmiar. Cierpimy na nadmiar przedmiotów, jedzenia, pracy, zmęczenia, niektórzy nawet przestrzeni mieszkalnej a jednocześnie brakuje nam jedzenia, które nas odżywi (a nie tylko zapełni żołądek), czasu, odpoczynku, relaksu czy spokoju. Ja sama przez wiele lat zastanawiałam się nad tym co mnie trapi. Niby miałam wszystko, co mi do życia potrzebne ( a nawet więcej), a jednak coś  mnie męczyło. Odpowiedź przyszła nieoczekiwanie.

1) Przypadkowo znalazłam w sieci blog http://www.prostyblog.com/

2) Odkryłam „Sztukę prostoty” Dominique Loreau.

To było jak uderzenie obuchem w łeb. Kliknęło mi coś w mózgu i przyszło olśnienie: mam za dużo rzeczy a za mało czasu. Nie rzuciłam się oczywiście na szafy w celu pozbycia się zawartości, nie wyrzuciłam dzieciom zabawek ale ziarnko zostało zasiane i kiełkowało przez jakiś czas. Zaczęłam stopniowo pozbywać się rzeczy. Na początku było to bardzo bolesne, miałam wyrzuty sumienia. Kiedy pozbyłam się pierwszych kilku worków niepotrzebnych ubrań, poczułam jednak ulgę. Proces oczyszczania wciąż trwa. Nadal mam za dużo rzeczy, moje dzieci mają za dużo zabawek, a ja zbyt wiele czasu poświęcam na sprzątanie, układanie itp. Nie zamierzam jednak spocząć na laurach. Chcę, aby mój dom był oazą spokoju i harmonii, chcę, by moje życie wypełniały ważniejsze sprawy niż nieustanne porządki. Chcę mieć więcej czasu. Parę tygodni temu, nastąpił przełom. Pozbyłam się większości niemowlęcych ubranek i zabawek.  Cieszę się, że to zrobiłam, choć wieczór poprzedzający moją wyprzedaż garażową przepłakałam. Teraz cieszę się, że inne maluchy będą korzystać z ubranek moich dzieci, albo jeździć na rowerku A.  Cieszę się również, że pozbyłam się moich ubrań, które być może teraz cieszą nowe właścicielki.

Pozbywanie się rzeczy to jedno a nie kupowanie to drugie. Kiedy przyjechałam do USA, zachwyciła mnie dostępność dóbr i  ich niższa cena. Częste wyprzedaże, obniżki o 80 – 90%, okazje w stylu „kup dwie bluzki, trzecią dostaniesz gratis”. Nie interesowała mnie jakość, interesowała mnie cena. Chciałam czuć to radosne podniecenie, kiedy wybierałam się na zakupy. To było jak gra, w której nagrodą była kolejna reklamówka kupionych za grosze (centy???) ciuchów. Radość mijała jednak szybko, bo ciuchy po praniu często traciły swój urok, kształt bądź rozmiar. Nie zniechęcało mnie to jednak do kolejnych zakupów. Teraz wiem, że wpadałam w pułapkę i traciłam pieniądze, chwilowa radość przechodziła w rozgoryczenie a w domu było coraz mniej miejsca.

Zmieniłam się. Stopniowo oczyszczam mój dom z niepotrzebnych mi już rzeczy i rozwijam swoją „zakupową inteligencję”. Nie jestem jeszcze minimalistką, nie jestem już jednak maksymalistką. Jestem świadomą konsumentką. Już wiem, że mniej znaczy więcej. Dobrze mi.

 

Warszawa

Jak wcześniej wspomniałam, tegoroczne wakacje spędziłam z rodziną w Polsce. Ponieważ parę osób pytało mnie o wrażenia, postanowiłam udzielić odpowiedzi tutaj. Warszawa (bo tam głównie przebywałam) nieustannie zmienia się – na lepsze jak sądzę. Pięknieje i ma do zaoferowania sporo atrakcji. Jest gdzie się spotkać wieczorem, na ulicach chyba jest bezpieczniej. Kiedy mieszkałam na warszawskich Kabatach lata temu, niewiele tam się działo. Nie było knajpek, wieczorami ulice były puste, a metro kursowało do północy. Kiedy chcieliśmy spotkać się ze znajomymi na mieście, trzeba było jechać do Centrum a potem wracać nocnym. Teraz Kabaty to miejsce pełne życia (przynajmniej w okolicy stacji metra). Nie wiem jak jest jesienią i zimą, ale latem w ogródkach lokalnych knajpek jest sporo ludzi. Drogi, chociaż to proces powolny i bolesny, także zmieniają się na lesze. Widzę dużo plusów i zmian na lepsze. Nie wszystko się jednak zmienia na lepsze, np. usługi.

Przykład: Na dworze skwar, jesteśmy głodni, więc szukamy miejsca, gdzie można by zjeść obiad. Wchodzimy do jednej z kabackich restauracji. Na szybie dumny napis: Lokal klimatyzowany. W środku 27 stopni. Jesteśmy jedynymi klientami. Grzecznie pytam, czy klimatyzacja działa. Działa, ale jak się dowiedziałam, nie jest wystarczająco ciepło. Hm… No cóż, jestem zbyt głodna, żeby grymasić. Zamawiamy rozmaite potrawy, między innymi frytki. A ile porcji, bo dla jednej nie opłaca mi się rozgrzewać frytkownicy. Wszystko to powiedziane przez dziewczynę najwyżej dwudziestoparoletnią, głosem tak nieprzyjemnym, jakby nam robiła łaskę. Wiem, powinnam podziękować za usługi i poszukać innej knajpki, ale jak mówiłam, byłam okropnie głodna. Kiedy w końcu pani przyjęła zamówienie (w tym na cztery porcje frytek, ufff) zaczęło się gotowanie. Temperatura w lokalu podskoczyła do 30 stopni, ale cóż najwyraźniej nadal nie było zbyt ciepło na włącznie klimatyzacji. Po jakiś 40 minutach dostaliśmy nasze jedzenie (w tym 3 a nie 4 porcje frytek). Żarcie było smaczne, nie przeczę, ale serwis okropny. Nie sądzę, abym kiedykolwiek jeszcze poszła do tej restauracji.

Inny przykład z innych wakacji: Jestem w Tesco, kieruję się do konkretnej półki, nagle czuję się jak na lodowisku. Wymachuję górnymi kończynami aby złapać równowagę. Zapewne wyglądam zabawnie, bo ludzie spoglądają na mnie z ciekawością. Nagle podchodzi do mnie pracownica ( i tu mam skojarzenie z serialem Alternatywy 4) ze ścierą w dłoni i się drze: A ta gdzie lezie? Ślepa? Nie widzi, że olej rozlany? Cóż, ślepa nie jestem, ale plamy oleju nie widziałam. Jakiś starszy dżentelmen stanął w mojej obronie. Pomyślałam wtedy o sytuacji, kiedy moje dziecko w sklepie (w USA) niechcący zrzuciło szklaną bombkę na podłogę. Zaraz pojawiła się pracownica i przeprosiła, że personel naraził moje dziecko na zranienie…

Skrajności nie są dobre, nie oczekuję wazeliny, ale chcę aby traktowano mnie – klientkę tak jak na to zasługuję. Jeśli widzę informację Lokal klimatyzowany mam prawo oczekiwać włączenia klimatyzacji. Jeśli ktoś rozleje olej, mleko, wodę czy cokolwiek innego, a ja się na tym, poślizgnę (co mają powiedzieć osoby starsze i słabo widzące?), to nie chcę słuchać obelg pod swoim adresem.

Swoją drogą kabacki Zapiecek bardzo mnie rozczarował. Jedzenie jest pyszne, ale klimatyzacja jest tylko chwytem reklamowym. Wyłączona czeka na globalne ocieplenie…

Inna kwestia: Ludzie

Nie wiem, czy to kwestia dużego miasta, gdzie życie pędzi jak szalone. Może w mniejszych miastach, albo na wsiach jest inaczej, ale w Warszawie widziałam wielu sfrustrowanych ludzi. Było mi ich żal. Tak niewiele trzeba, aby było miło. Trochę zrozumienia, uśmiechu. Szliśmy na spacer. A. niespełna siedmiolatek, jak to czasem dzieci robią, idzie szybko. Nie zauważył starszego pana. Nie wpadli na siebie, bo ów pan się zatrzymał, a ja zdążyłam zawołać A. Pan starszy zmierzył A. surowym, nieprzyjemnym spojrzeniem. Nic złego się nie wydarzyło, ale pan sprawiał wrażenie, jakby było mocno wkurzony, że ktoś mu staje na drodze. Mnie też zmierzył, jakby miał pretensje, że źle wychowuję swoje dziecko.

Poza tym byłam w Warszawie bardzo szczęśliwa. Dodam, ze nigdy nie chciałam stamtąd wyjeżdżać. Lubię to miasto. Chodziłam na spacery i wąchałam wszystko co się da. Wchodziłam do piekarni i cukierni zachwycona aromatami wypieków, zaglądałam do osiedlowych warzywniaków, w których wszystko pachniało prawdziwiej niż tutaj. W księgarniach głaskałam grzbiety książek, z a salonie bolesławca z zachwytem oglądałam ceramikę. Spotykałam się ze znajomymi. Cudownie było słyszeć język polski dookoła. Chodziłam do pięknych parków i na fantastyczny plac zabaw z dziećmi. Byłam na Mazurach w pensjonacie Stręgielek, zjadłam lody w Giżycku i obiad w Węgorzewie. Najważniejsze, że spotkałam tych za którymi bardzo tęsknię. Żal było wyjeżdżać. Bardzo mi było żal. Po raz pierwszy jednak nie płakałam na lotnisku. Teraz czekają na mnie nowe wyzwania, a po cichu planuję kolejne wakacje w Polsce.

Moje miasto/a

Moja nieoczekiwana emigracja miała swój początek ponad 11 lat temu. Nieoczekiwana, bo miała być tylko kilkumiesięczną przygodą. Do tej pory nie wiem, czy to przygoda na całe życie, czy tymczasowa zmiana. W każdym razie od prawie 10 lat (w styczniu) mieszkam w Olympii. Przez pierwsze parę lat Olympia była tylko kolejnym miastem na mojej drodze, ale od jakiegoś czasu jest moim miastem – tak jak Warszawa. Te dwa miasta, jedno ogromne, drugie niewielkie zajmują w moim sercu spory zakątek. Nie wiem, czy tu pozostanę, wiem jednak, że nawet jeśli kiedyś się przeprowadzę, Olympia na zawsze pozostanie mi w pamięci.

Wielokrotnie spacerowałam po O. z dziećmi i P. Nie miałam jednak okazji zwiedzić jej po swojemu. Zatrzymać się, sfotografować mural, wypić kawę, pomyśleć, wejść do sklepu z bibelotami. Dzisiaj jednak było inaczej. Zaparkowałam na dwugodzinnym darmowym parkingu i poszłam na spacer. W Starbucks zamówiłam kawę na wynos i pogryzając bezglutenowe  ciasteczka zatrzymywałam się przed wystawami, wchodziłam do sklepów, robiłam zdjęcia. Na spokojnie, bez pośpiechu, bez zmartwień, w promieniach słońca. Muszę to powtórzyć, prawie padła mi bateria w telefonie i biedaczek się zawiesił. Następnym razem będę przygotowana 🙂

IMG_20130912_113608-001

IMG_20130912_113646-001

IMG_20130912_113633-001

IMG_20130912_113620-001

IMG_20130912_113614-001

IMG_20130912_120117-001 - Copy

IMG_20130912_120059-001IMG_20130912_120047-001

IMG_20130912_115539-001

IMG_20130912_120914-001 - Copy

IMG_20130912_121604-001

IMG_20130912_121841-001

IMG_20130912_121900-001

IMG_20130912_122009-001

IMG_20130912_122032-001

IMG_20130912_122207-001

IMG_20130912_122307-001

IMG_20130912_122335-001

IMG_20130912_122356-001

IMG_20130912_122412-001

IMG_20130912_122454-001

IMG_20130912_122506-001

IMG_20130912_122615-001

IMG_20130912_122623-001

IMG_20130912_122628-001

IMG_20130912_122707-001

IMG_20130912_123129-001

IMG_20130912_123144-001

IMG_20130912_123154-001

IMG_20130912_123217-001 - Copy

IMG_20130912_123226-001

IMG_20130912_123240-001

IMG_20130912_123250-001

IMG_20130912_123313-001

IMG_20130912_123328-001

IMG_20130912_123416-001

IMG_20130912_123423-001

IMG_20130912_123440-002

IMG_20130912_123513-001

IMG_20130912_123527-001

IMG_20130912_123751-001

IMG_20130912_123801-001

IMG_20130912_124359-001

IMG_20130912_124632-001

IMG_20130912_125204-001

IMG_20130912_125220-001

IMG_20130912_125224-001

IMG_20130912_125251-001

IMG_20130912_125309-001

IMG_20130912_125325-001

IMG_20130912_125347-001

IMG_20130912_125422-001

IMG_20130912_125428-001

IMG_20130912_125433-001

IMG_20130912_125536-001

IMG_20130912_125540-001

IMG_20130912_125624-001

IMG_20130912_125635-001

IMG_20130912_125641-001

IMG_20130912_125729-001

IMG_20130912_125733-001

IMG_20130912_125656-001

IMG_20130912_125747-001

IMG_20130912_125758-001

IMG_20130912_125807-001

IMG_20130912_125812-001

IMG_20130912_125821-001

IMG_20130912_130050-001

IMG_20130912_130131-001

IMG_20130912_130159-001

IMG_20130912_121250-001

IMG_20130912_121559-001 - Copy

IMG_20130912_121145-001

Zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale jakom rzekła wcześniej, zrobione zostały smartfonem.