Spacerkiem…

Zbliża się wieczór. Siedzę w poczekalni szkoły tańca. Popijam  kawę, słucham książki na „ipodzie”. Wczoraj napisałam, że czas się zatrzymać. Zwolniłam, świat się nie zawali, jeśli trochę czasu poświęcę samej sobie. Poszłam na jesienny spacer. Olympia wygląda pięknie o tej porze roku. Rano zamglona, wszystko widać jak przez filtr. Na ogół pada deszcz, co też ma swój urok. Tak sądzę – wbrew utyskiwaniom znajomych. Zazwyczaj jest pochmurno, dzisiaj po południu wyjrzało słońce, a ja po raz kolejny westchnęłam z zachwytu. Zrobiłam trochę zdjęć – znowu komórką (decyzja o przechadzce była spontaniczna). Wiem, że nie oddadzą one tego, co chciałam uchwycić, zresztą zobaczcie same/sami 🙂

IMG_20131017_124749 IMG_20131017_114907 IMG_20131017_114725 IMG_20131017_114701 IMG_20131017_114656 IMG_20131017_114437 IMG_20131017_114413 IMG_20131017_125019 IMG_20131017_125015 IMG_20131017_124918 IMG_20131017_124845 IMG_20131017_124749 IMG_20131017_124657 IMG_20131017_124602 IMG_20131017_124540 IMG_20131017_124532 IMG_20131017_124521 IMG_20131017_124421 IMG_20131017_124410 IMG_20131017_124328 IMG_20131017_124318 IMG_20131017_124307 IMG_20131017_124157 IMG_20131017_120659 IMG_20131017_113256 IMG_20131017_113244 IMG_20131017_113219 IMG_20131017_113201 IMG_20131017_113159_1 IMG_20131017_113140 IMG_20131017_113317 IMG_20131017_113117 IMG_20131017_113125 IMG_20131017_112919 IMG_20131017_113029 IMG_20131017_112848 IMG_20131017_112831 IMG_20131017_112800 IMG_20131017_112825 IMG_20131017_113159 IMG_20131017_112748 IMG_20131017_113148 IMG_20131017_113158 IMG_20131017_113143 IMG_20131017_112550 IMG_20131017_112731 IMG_20131017_112715 IMG_20131017_112725 IMG_20131017_112616 IMG_20131017_112428 IMG_20131017_112414 IMG_20131017_111939

Reklamy

Warszawa

Jak wcześniej wspomniałam, tegoroczne wakacje spędziłam z rodziną w Polsce. Ponieważ parę osób pytało mnie o wrażenia, postanowiłam udzielić odpowiedzi tutaj. Warszawa (bo tam głównie przebywałam) nieustannie zmienia się – na lepsze jak sądzę. Pięknieje i ma do zaoferowania sporo atrakcji. Jest gdzie się spotkać wieczorem, na ulicach chyba jest bezpieczniej. Kiedy mieszkałam na warszawskich Kabatach lata temu, niewiele tam się działo. Nie było knajpek, wieczorami ulice były puste, a metro kursowało do północy. Kiedy chcieliśmy spotkać się ze znajomymi na mieście, trzeba było jechać do Centrum a potem wracać nocnym. Teraz Kabaty to miejsce pełne życia (przynajmniej w okolicy stacji metra). Nie wiem jak jest jesienią i zimą, ale latem w ogródkach lokalnych knajpek jest sporo ludzi. Drogi, chociaż to proces powolny i bolesny, także zmieniają się na lesze. Widzę dużo plusów i zmian na lepsze. Nie wszystko się jednak zmienia na lepsze, np. usługi.

Przykład: Na dworze skwar, jesteśmy głodni, więc szukamy miejsca, gdzie można by zjeść obiad. Wchodzimy do jednej z kabackich restauracji. Na szybie dumny napis: Lokal klimatyzowany. W środku 27 stopni. Jesteśmy jedynymi klientami. Grzecznie pytam, czy klimatyzacja działa. Działa, ale jak się dowiedziałam, nie jest wystarczająco ciepło. Hm… No cóż, jestem zbyt głodna, żeby grymasić. Zamawiamy rozmaite potrawy, między innymi frytki. A ile porcji, bo dla jednej nie opłaca mi się rozgrzewać frytkownicy. Wszystko to powiedziane przez dziewczynę najwyżej dwudziestoparoletnią, głosem tak nieprzyjemnym, jakby nam robiła łaskę. Wiem, powinnam podziękować za usługi i poszukać innej knajpki, ale jak mówiłam, byłam okropnie głodna. Kiedy w końcu pani przyjęła zamówienie (w tym na cztery porcje frytek, ufff) zaczęło się gotowanie. Temperatura w lokalu podskoczyła do 30 stopni, ale cóż najwyraźniej nadal nie było zbyt ciepło na włącznie klimatyzacji. Po jakiś 40 minutach dostaliśmy nasze jedzenie (w tym 3 a nie 4 porcje frytek). Żarcie było smaczne, nie przeczę, ale serwis okropny. Nie sądzę, abym kiedykolwiek jeszcze poszła do tej restauracji.

Inny przykład z innych wakacji: Jestem w Tesco, kieruję się do konkretnej półki, nagle czuję się jak na lodowisku. Wymachuję górnymi kończynami aby złapać równowagę. Zapewne wyglądam zabawnie, bo ludzie spoglądają na mnie z ciekawością. Nagle podchodzi do mnie pracownica ( i tu mam skojarzenie z serialem Alternatywy 4) ze ścierą w dłoni i się drze: A ta gdzie lezie? Ślepa? Nie widzi, że olej rozlany? Cóż, ślepa nie jestem, ale plamy oleju nie widziałam. Jakiś starszy dżentelmen stanął w mojej obronie. Pomyślałam wtedy o sytuacji, kiedy moje dziecko w sklepie (w USA) niechcący zrzuciło szklaną bombkę na podłogę. Zaraz pojawiła się pracownica i przeprosiła, że personel naraził moje dziecko na zranienie…

Skrajności nie są dobre, nie oczekuję wazeliny, ale chcę aby traktowano mnie – klientkę tak jak na to zasługuję. Jeśli widzę informację Lokal klimatyzowany mam prawo oczekiwać włączenia klimatyzacji. Jeśli ktoś rozleje olej, mleko, wodę czy cokolwiek innego, a ja się na tym, poślizgnę (co mają powiedzieć osoby starsze i słabo widzące?), to nie chcę słuchać obelg pod swoim adresem.

Swoją drogą kabacki Zapiecek bardzo mnie rozczarował. Jedzenie jest pyszne, ale klimatyzacja jest tylko chwytem reklamowym. Wyłączona czeka na globalne ocieplenie…

Inna kwestia: Ludzie

Nie wiem, czy to kwestia dużego miasta, gdzie życie pędzi jak szalone. Może w mniejszych miastach, albo na wsiach jest inaczej, ale w Warszawie widziałam wielu sfrustrowanych ludzi. Było mi ich żal. Tak niewiele trzeba, aby było miło. Trochę zrozumienia, uśmiechu. Szliśmy na spacer. A. niespełna siedmiolatek, jak to czasem dzieci robią, idzie szybko. Nie zauważył starszego pana. Nie wpadli na siebie, bo ów pan się zatrzymał, a ja zdążyłam zawołać A. Pan starszy zmierzył A. surowym, nieprzyjemnym spojrzeniem. Nic złego się nie wydarzyło, ale pan sprawiał wrażenie, jakby było mocno wkurzony, że ktoś mu staje na drodze. Mnie też zmierzył, jakby miał pretensje, że źle wychowuję swoje dziecko.

Poza tym byłam w Warszawie bardzo szczęśliwa. Dodam, ze nigdy nie chciałam stamtąd wyjeżdżać. Lubię to miasto. Chodziłam na spacery i wąchałam wszystko co się da. Wchodziłam do piekarni i cukierni zachwycona aromatami wypieków, zaglądałam do osiedlowych warzywniaków, w których wszystko pachniało prawdziwiej niż tutaj. W księgarniach głaskałam grzbiety książek, z a salonie bolesławca z zachwytem oglądałam ceramikę. Spotykałam się ze znajomymi. Cudownie było słyszeć język polski dookoła. Chodziłam do pięknych parków i na fantastyczny plac zabaw z dziećmi. Byłam na Mazurach w pensjonacie Stręgielek, zjadłam lody w Giżycku i obiad w Węgorzewie. Najważniejsze, że spotkałam tych za którymi bardzo tęsknię. Żal było wyjeżdżać. Bardzo mi było żal. Po raz pierwszy jednak nie płakałam na lotnisku. Teraz czekają na mnie nowe wyzwania, a po cichu planuję kolejne wakacje w Polsce.

Już jestem :-)

Wybaczcie, że zniknęłam bez słowa. Miałam mnóstwo zajęć i więcej dzieci w domu. Młodsza córeczka mojej sąsiadki spędziła 2.5 tygodnia w szpitalu (towarzyszyła jej mama) a jej starsza siostra spędzała czas z moimi dziećmi przed i po szkole. Okazjonalnie dołączała kolejna zaprzyjaźniona dziewczynka i cała piątka bawiła się przednie (nie licząc drobnych konfliktów o które nie trudno kiedy każde z dzieci chce robić coś innego i przy okazji rządzić innymi 😉 ). Trzeba było mieć dziatwę na oku, karmić (zaprzyjaźnione dziewczyny miały inne preferencje kulinarne 😉 ) i pilnować, by wróciły do domów bez większych urazów. Nie mam pojęcia tak naprawdę, na czym mijał mi czas, wiem, że wieczorami zasypiałam po przyłożeniu głowy do poduszki (na ogół zasypianie zajmuje mi trochę czasu).  W międzyczasie była Wielkanoc, na którą drugi raz w życiu nie byłam przygotowana. Nie zdążyłam. Dom nie był wysprzątany a lodówka zapchana jedzeniem. Zdążyłam jedynie ugotować jajka. Doszłam jednak do wniosku, że Święta to coś więcej niż wysprzątany dom i stół pełen potraw. Nawet jak będą brudne okna i zakurzone meble, nadal możemy świętować. Najważniejsze by być razem z bliskimi i razem celebrować Święto Zmartwychwstania Pańskiego.

Po świętach dzieci miały kilka dni ferii wiosennych – trochę szkoda, że już się skończyły i jutro zaczyna się szkoła. Lubię jak wszyscy razem jesteśmy w domu. Zresztą wakacje już niedługo – u nas od 14 czerwca 🙂 A pisząc w wakacjach nie mogę pominąć naszych planów na lato. W czerwcu lecimy do Polski. Nie mogę się doczekać. Jeszcze 12 lat temu nie pomyślałabym, że  perspektywa spędzenia wakacji w Warszawie napełni mnie taką radością 🙂 Podróż prawdopodobnie będzie dość męcząca, bo lecimy z przesiadkami, jednak J.D.i A. są wspaniałymi i cierpliwymi podróżnikami (J. swoją pierwszą dalszą podróż (nie licząc okresu prenatalnego 🙂   odbyła jako ośmiomiesięczny bobas (trasa: Miami -Frankfurt-Warszawa i z powrotem), następnie miesiąc później (Miami – Phoenix – Seattle) a jako roczniak dłuższą wyprawę autem (najdalszy punkt na mapie stanowił Wielki Kanion) – sama jazda zajęła co najmniej 23 godziny w jedną stronę. Chłopcy nie byli gorsi, o nie 🙂 Jak widać mamy wprawę i coraz mniejsze bagaże 🙂

W tym roku zapowiada się jeszcze ciekawiej. Najpierw lecimy do Chicago, stamtąd do Helsinek a potem do Warszawy, w drodze powrotnej zaszczycimy swoją obecnością lotnisko w Nowym Jorku (zamiast Chicago). Mam nadzieję, że nie będzie takich strasznych upałów jak w zeszłym roku. W związku z wyjazdem mam plan: schudnąć 🙂

Poważnie: 9 miesięcy temu obiecałam sobie, że na kolejne wakacje do Polski pojadę nieco drobniejsza. Nie sądziłam jednak, że będzie miało to nastąpić w tym roku.  Kiedy dwa tygodnie temu podjęliśmy decyzje wakacyjne, poczułam się jak ktoś, kto pod koniec szóstego miesiąca ciąży , dowiaduje się, że będzie miał dziecko i ma bardzo mało czasu na przygotowanie się 🙂 . Ja mam mało czasu na zrzucenie paru kilo 🙂  Mam motywację: na początku czerwca idę po zakupy. I tak muszę wymienić część znoszonej garderoby, wolę więc mniejszy rozmiar 🙂 Na razie zakupiłam crocsy i nylonową torbę na ramie (ta jeszcze do mnie nie doszła). Nasze bagaże powinny być lekkie ( w tamtym roku miałam ze sobą dość ciężki plecaczek), bo będzie sporo przemieszczania się.

Wyjazd wypada w dobrym terminie, pewnie dam radę wyhodować jakieś warzywka, ziółka i kwiaty. Jak wrócimy będzie jak znalazł, np. pomidorki koktajlowe, mniam.

Żarełko

Kasza jaglana z cebulką, szpinakiem, brokułami i natką pietruszki.

Krótki brązowy ryż z cebulką, szpinakiem, brokułami i natką pietruszki.

Krupnik jaglany

Krupnik jaglany

Bezglutenowy ryżowo kokosowy placek z bananem i agawą.

Bezglutenowy ryżowo – kokosowy placek z bananem i agawą.

Zupa pomidorowa

Zupa pomidorowa

Fasolka szparagowa

Fasolka szparagowa

Jutrzejsze drugie śniadanie P.

Jutrzejsze drugie śniadanie P.

 

Rooibos z wanilią

Rooibos z wanilią

Na razie tylko zdjęcia. Jest 23.00. Zamierzam oddać się w objęcia Orfeusza :-), a tym, dla których zaczął się dzień pracy, życzę miłego poranka.

 

 

 

 

 

W poszukiwaniu wiosny…

W Polsce zima, u mnie początek wiosny. Straciłam nadzieję na śnieg i mróz i wybrałam się dzisiaj na poszukiwanie oznak budzącej się natury:

Roślinka

Roślinka

Krzaczek

Krzaczek

NIe jestem pewna, czy ten pąk to zeszło- czy tegoroczny

NIe jestem pewna, czy ten pąk to zeszło- czy tegoroczny

Czy to jakieś monstrualne bazie?

Czy to jakieś monstrualne bazie? Muszę się dowiedzieć.

Kwiatuszki

Kwiatuszki

 

Kwiatuszki

Kwiatuszki

Zaczyna robić się kolorowo

Zaczyna robić się kolorowo

Maleńkie pączki

Maleńkie pączki

Na spacerze byłam i fotki zrobiłam ;-)

Na spacerze byłam i fotki zrobiłam 🙂

 

 

 

Luty

Niemożliwe, że mamy luty. Kiedy, jak? Czas płynie obłędnie szybko. Na okoliczność lutego znalazłam fajne przysłowie: Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje, ale czasem tak się zżyma, że człek prawie nie wytrzyma. U mnie dość wiosennie, w ciągu dnia 8-10 stopni C, a ja jeszcze nie umieściłam zdjęć około-świątecznych. Uczynię to, jak tylko poradzę sobie z pewnymi problemami technicznymi. Ostatnie miesiące były bardzo intensywne. Mieliśmy gościa, z którym wybieraliśmy się na bliższe lub dalsze wycieczki, regularnie chodziliśmy na basen i przyjęcia świąteczne. J. i D. rozpoczęli przygodę z hip-hopem. Uznałam, że taniec dobrze im zrobi, bo moje dzieci to wulkany energii. W ostatnim tygodniu musieliśmy troszkę zwolnić tempo, bo J. dostała grypy. Wszyscy zresztą złapaliśmy jakiegoś wirusa. Moim zdaniem jest za ciepło, choć niektórzy moi sąsiedzi zgodnie twierdzą, że bardzo marzną. Mnie się marzy ochłodzenie, stanowczo lepiej się czuję z chłodniejszym klimacie. Nie dla mnie Arizony i Brazylie, a wakacje w Skandynawii to byłoby to 🙂

Od paru miesięcy mam fajny telefon (zawsze miałam najprostsze modele) i strzelam nim fotki jak widzę coś wartego uwagi.

Spacerkowo osiedlowo:

IMG_20130118_093812 IMG_20130118_093220 IMG_20130118_093141 IMG_20130118_093727 IMG_20130118_094926 IMG_20130118_094454 IMG_20130118_094349 IMG_20130118_093754 IMG_20130118_093739 IMG_20130118_093939 IMG_20130118_094016 IMG_20130118_094048 IMG_20130118_094926IMG_20130118_094529IMG_20130118_093210 IMG_20130118_093645

Mój samochodzik (moja sąsiadka powiedziała, że zamarznięte na szybie  wzory przypominają jej ławice ryb):

IMG_20130118_094809 IMG_20130118_094818 IMG_20130118_094848 IMG_20130118_094825

Priest Point Park:

IMG_20130121_124404IMG_20130121_124328IMG_20130121_121521 IMG_20130121_120521 IMG_20130121_114732 IMG_20130121_113830IMG_20130121_113819 IMG_20130121_113749 IMG_20130121_113713 IMG_20130121_113546 IMG_20130121_113428 IMG_20130121_113422 IMG_20130121_113217 IMG_20130121_113156 IMG_20130121_121536 IMG_20130121_121731 IMG_20130121_124514 IMG_20130121_124851

Tumwater Falls:

IMG_20130119_122244 IMG_20130119_121855 IMG_20130119_121750 IMG_20130119_121132 IMG_20130119_120622 IMG_20130119_120548 IMG_20130119_120525 IMG_20130119_120429 IMG_20130119_120414 IMG_20130119_120358 IMG_20130119_115850 IMG_20130119_115810 IMG_20130119_112217 IMG_20130119_112142 IMG_20130119_111920 IMG_20130119_111818

Moje miasto jest naprawdę ładne. Tutaj każda pora roku ma swój urok. Zimą, jeśli aura dopisze 😉 i mamy śnieg (co nie zdarza się często, bo ciepłe prądy znad Pacyfiku (lodowatego tutaj zresztą) robią swoje), jest po prostu bajecznie. Często wtedy nie ma prądu, zdarza się, że zamykają szkoły i urzędy i mamy labę 😉 Jesienią jest kolorowo, króluje złoto i głęboka czerwień oraz brązy i zieleń (nie na darmo Stan Waszyngton nazywany jest wiecznie zielonym), wiosną jest soczyście zielono i mamy sporo kwiatów, latem: zieleń, kwiaty, słońce, czasem złoto (jak słońce popali niepodlewane przez nikogo skwerki – większość, przynajmniej w mieście nawadniają zraszacze).

W Tumwater Falls Park można obserwować spływ łososi. Jest sporo małych parków i placów zabaw. Na prawie każdym placu zabaw jest toaleta (znam tylko jeden placyk bez tego przybytku). To czego mi brakuje to ogromnych parków typu Łazienki Królewskie, Park Ujazdowski czy Ogród Saski. Priest Point Park jest naprawdę duży, ale dość dziki. W jednym z parków kilka lat temu pewna pani, która wybrała się na spacer ze swoim jamniczkiem, spotkała pumę. Dość często się zdarza, że jadąc samochodem, trzeba się nagle zatrzymać, bo ulicą kroczy sarna.

Lipiec 2012

Lipiec był bardzo pracowity. 18 lipca wsiedliśmy w samolot do Amsterdamu aby jakieś 12 godzin później przesiąść się do samolotu lecącego do Warszawy. Byliśmy okropnie zmęczeni, najpierw pakowanie, potem podróż i zmiana czasu, ale było cudownie. Wielkie emocje i wielka radość zobaczyć rodzinę i znajomych. W Warszawie prowadziliśmy intensywne życie towarzyskie. Przez pierwszy tydzień chodziłam spać między 2 a 3 w nocy. Nie ze wszystkimi udało nam się spotkać, do niektórych się nie mogłam do dzwonić. Nie udało nam się wpaść do Paryża, jak planowaliśmy. To zrobimy następnym razem. Byliśmy za to na żaglach.

Naprawdę super wyjazd, szkoda, że tak rzadko jesteśmy w Polsce, co 3-4 lata. Chcę to zmienić 🙂

Przed wyjazdem uszyłam parę woreczków na bieliznę i skarpetki dla naszej piątki. Nie mam zdjęć woreczków (jeszcze), ale mam zdjęcie z przygotowań do szycia:

Obcykałam dla mojej mamy i siostry nasz ogródek:

Nasze malinki:

Po wylądowaniu w Warszawie dzięki uprzejmości pana kapitana z linii KLM moje dzieci mogły zajrzeć do kokpitu.