Witam kochani :-)

Od paru tygodni jestem bardzo aktywna fizycznie. Widzę poprawę zarówno stanu zdrowia jak i sylwetki. Od paru dni notuję niestety spadek formy. Myślałam, że to wirus, ale już wiem, że to coś innego 😉
To wiosna. Poważnie 🙂 Zaczęły kwitnąć drzewa, a pyłki mnie lubią, baaardzo lubią 😉 Dzisiaj rano myślałam, że stracę głos. Nie mogłabym wrzeszczeć. Dzieci by się ucieszyły 😉
Jednak jakoś chrypię, mówienie sprawia mi trudność, czuję się jak astmatyk 😉 (choć o ile wiem, astmy jeszcze nie stwierdzono, choć było blisko).

Chociaż do astronomicznej wiosny jeszcze trochę musimy poczekać, ja mam wiosnę w Olympii 🙂

First day of spring

Wariacko cieszę się, że jest weekend. Sobota jest moim ulubionym dniem. Dzisiaj w nocy przechodzimy na czas letni 🙂 Będzie jasno wieczorem 🙂

Reklamy

Uzupełnienie

W ostatnim poście napisałam, że mieliśmy 4 wizyty lekarskie. Czas na sprostowanie: mieliśmy 6! Sądzę, że dla pięcioosobowej rodziny to ciut za dużo 😉

Dzisiaj też byłyśmy z J. u przystojnego pana doktora. Tak na marginesie, szczęka mi opadła jak w rozmowie wyszło, że ma wnuki. Można mu pozazdrościć formy i młodego wyglądu.

J. wróciła do domu udekorowana na Boże Narodzenie. Stała się niezbyt szczęśliwą (póki co) posiadaczką aparatu ortodontycznego, ozdobionego zielonymi i czerwonymi gumkami, a my właścicielami lżejszego portfela. Cóż, takie życie.

Jutro kolejny miły pan doktor zrobi mi w żyle dziurkę ;-), utoczy krwi i może w końcu pozwoli zrezygnować z prochów na nadczynność tarczycy. Życie się toczy, remoncik robi, zawieszki filcowe szyją a mała fortuna upłynnia w jednym z moich ulubionych sklepów. Zajrzyjcie sobie na http://www.joann.com//

Zawsze jak tam wchodzę, to czuję się jak dziecko w fabryce czekolady. Mogłabym godzinami krążyć między regałami wypełnionymi tasiemkami, stemplami, tuszami, papierami, materiałami, nićmi, koralikami, farbami, klejami, pędzlami, książkami, wykrojami itp. podobnymi skarbami.

Wczoraj miałam koncert. Dowlokłąm się na niego pół przytomna (bo zamiast spać, szyję). Śpiewanie całkiem mi poszło, ale gesty kompletnie mi się popierdzieliły. Po moim chórze, śpiewały jeszcze dwie kapele szantowo-folkowo-blusowo jakieśtam. Było fajnie, cieszę się, że poszłam (a wcale nie miałam ochoty). Po koncercie nabyłam drogą kupna:

  • Nożyczki z ząbkami (obiekt moich westchnień)
  • Wałek do nakładania tuszu na pędzle
  • Wielką paczka cekinów

Jak widać, sporo się u mnie dzieje. Nie nadążam, ale to nic nowego. Maile czekają na odpisanie, dom na posprzątanie a żołądki na pyszny obiad.

Nie nudzi mi się wcale ;-), czyli o filcu, lekarzach, przedstawieniach i remoncie

Moje życie jest pełne niespodzianek: tych miłych i tych niespecjalnie mile widzianych. W moich wizjach sprzed tygodnia widziałam porządek, organizację i siebie z książką na kanapie. Ha! Żarty się mnie trzymają. Malowanie rozgrzebane, bo żeby skończyć, trzeba trochę pomieszkać w domu. Tymczasem tylko w tym tygodniu zaliczyłam 4 gabinety lekarskie.

W poniedziałek D. wrócił ze szkoły poobijany. Biegając, zderzył się z wyższym kolegą. Upadł na własną rękę i przygrzmocił z całej siły w beton. No cóż zdarza się, szczególnie jak się ma w domu kaskadera. Obtarł rękę, biodro, a na prawej dłoni wykwitł malowniczy siniak. Nie bardzo mogłam się tym zająć, bo J. miała wizytę u ortodonty.

We wtorek po szkole usiadł do pianina, by poćwiczyć, ale bolało coraz bardziej. Dłoń spuchła.

W środę zabrałam towarzystwo ze szkoły i odwiedziłam pediatrę. Dostaliśmy skierowanie na rtg, więc starając się nie przekroczyć prędkości pojechaliśmy na drugi koniec miasta. Tam odczekaliśmy swoje, zdjęcie zrobiono i kazano mi wrócić do domu. Po drodze zaliczyliśmy sklep, bo o gotowaniu obiadu mogłam zapomnieć.

Dzisiaj udało nam się dostać do ortopedy. Nie wiem, jakim cudem zdążyłam dojechać do szkoły, odebrać D. i dojechać do kolejnego gabinetu. Okazało się, że to złamanie i potrzebny gips.

D. zażyczył sobie zielony w żółte paski 😉IMG_7254-001 IMG_7255-001 IMG_7257-001 IMG_7258-001

Po tych wszystkich stresach zasłużyłam na relaks i uszyłam kolejne filcowe ozdoby.

Rozrywkowa środa

Dzisiaj było wesoło. Najsampierw A. stanął bladym świtem przy naszym łóżku, by nas poinformować, że pozbył się tego co mu na żołądku leżało. Kiedy weszłam do pokoju chłopców, znalazłam na prześcieradle, kocu i podłodze malowniczy wzór z nieprzetrawionej kaszy gryczanej i brokułów. A po co wczoraj recytowałam ten wierszyk ?

„Kipi kasza, kipi groch.
Lepsza kasza niż ten groch.
Bo od grochu boli brzuch,
A od kaszy człowiek zdrów.”

A. nie miał wczoraj ochoty na tę kaszę, miał za to ochotę na: ciasteczka, cukierki i nutellę. Ciasto zjadł na szkolnej imprezie i sobie zachował, oddał mi tylko obiad 😉

No cóż, na dywanie mamy piękną plamę, przypomina żuka. A. został w domu, ja malowałam kolejne ściany. Jutro położę drugą warstwę, będzie git. Miotam się po domu, zaległości się piętrzą. Jutro Halloween i super, szybciej będzie z głowy. Zapomniałam o moim wolontariacie w bibliotece. Jestem zakręcona jak słoik dżemu.

W sumie to dobrze, że tyle się dzieje wokół mnie. Bardzo nie lubię stanu, kiedy nic mi się nie chce, tej rozlazłości, powolności i smutku.

Zmykam już. Zbliża się 23. Pranie się kotłuje w pralce, 2 kolejne czekają na poskładanie. Pędzel się moczy i trzeba go w końcu umyć. Sprzątnąć kuchnię, zajrzeć na moje Etsy i uaktualnić co trzeba; odpisać na maile, umyć się i z uśmiechem pójść spać.

Zmarnowana jestem…

Zmarnowana, zasmarkana i zakichana jestem. Dobrze, że jutro niedziela. Nałykałam się tabletek na alergię, przeciwbólowych, popsikałam w mój napuchnięty nochal sterydem i jakoś daję radę. Pół dnia przeleżałam i mi lepiej. Jutro chcę być zdrowa!
Moje dzisiejsze menu ( częściowo obfocone).

image

X

image

Na pierwszym zdjęciu mus z kaszy jaglanej, banana, mleka sojowego, czekolady, żurawiny, orzechów włoskich i agawy. Na drugim brązowy ryż, szpinak, fasolka szparagowa i brokuły.

Piątek – Dzień Kobiet

Dzień chyli się ku końcowi. Klapnęłam na fotel przed komputerem, chociaż powinnam iść już spać. Wiele mam do powiedzenia ale wiem, że dziś już jest zbyt mało czasu aby poruszyć wszystkie tematy, które chodzą mi po głowie. Czuję jednak, że muszę napisać choć kilka słów.

Miałam stresujący tydzień, 5 dni migreny, sporo zmartwień, ogrom pracy, doświadczyłam pełnego wachlarza emocji: od szczęścia do ogromnego smutku, poczucia beznadziei i bezsilności. Po piątku wolnym od migreny, ból dopadł mnie teraz. Próbuję się zaraza rozwinąć, ale się nie dam. Ile można??????

2 marca J. sprzedawała harcerskie ciasteczka z koleżanką A. Byłam z niej bardzo dumna. Świetnie sobie poradziła. Dziewczyny zrobiły plakat reklamujący produkt i na zmianę albo pytały potencjalnych klientów czy zechcą kupić pyszne ciasteczka albo przyjmowały i liczyły pieniądze. Sprzedały 59 pudełek w ciągu 2 godzin. Wynik świetny biorąc pod uwagę fakt, że stoisko miały przed sklepem z artykułami budowlanymi. Jeden pan, weteran wojenny, zapłacił 10 dolarów (1 pudełko kosztuje 4$): 2 dolary dotacji na naszą drużynę, 8$ za dwa pudełka. 1 zabrał ze sobą, drugie polecił dać pierwszej dziewczynce która wyjdzie ze sklepu (mogła sobie wybrać rodzaj). Myślę, że to był bardzo miły gest.

Stoisko z ciasteczkami

Stoisko z ciasteczkami

A w niedzielę zaczęła się migrena, trwała i trwała a ja jadłam kolejne tabletki. Mam nadzieję, że przynajmniej moja wątroba czuje się dobrze i w końcu nie zacznie się buntować.
Dni płynęły:

  • Jak wspomniałam wyżej na łykaniu kolejnych tabletek, uderzeniach gorąca, podczas których ból był silniejszy,
  • Na czekaniu:
W oczekiwaniu "dżemjem"

W oczekiwaniu „dżemjem”

  • Na drzemaniu:
Na siedzącku

Na siedzącku

Śpię sobie

Śpię sobie

  • Na czekaniu aż przestanie boleć (po drzemce, która czasem pomaga a czasem nie)
Czekam sobie

Czekam sobie

I czekam aż do znudzenia, ale zaraza nie odpuszcza

I czekam aż do znudzenia, ale zaraza nie odpuszcza

Tutaj wersja nieupiększona: tam wyglądam jak mam migrenę i uderzenie gorąca:

Ponoć cierpienie uszlachetnia, cóż mój czerwony nochal nie wygląda szlachetnie

Ponoć cierpienie uszlachetnia, cóż mój czerwony nochal nie wygląda szlachetnie

  • Na porannym pośpiechu i bieganiu po domu z rozwianym włosem:

IMG_20130307_200004-001

I jeszcze w innym kolorze, bo podobają mi się opcje aparatu:

IMG_20130307_134012-001

  • Na piciu yerby:
Piję sobie

Piję sobie

Yerba z mlekiem sojowym

Yerba z mlekiem sojowym

  • Na gotowaniu:
Owsianka z bananem i kiwi

Owsianka z bananem i kiwi

Zupa dyniowo-soczewicowo-szpinakowa

Zupa dyniowo-soczewicowo-szpinakowa

Pieczone ziemniaki z fasolką i brukselką

Pieczone ziemniaki z fasolką i brukselką

  • Szukaniu wiosny:
Coś rośnie

Coś rośnie

I tu też

I tu też

  • Robieniu sobie żartów:
Zacieniona

Zacieniona

 

  • I baniek mydlanych:
Sprzęt

Sprzęt

Przygotowanie

Przygotowanie

Produkcja

Produkcja

  • Odwiedzeniu dziecka w szkole podczas przerwy na „lunch”:
Mamo, cóż za miła niespodzianka

Mamo, cóż za miła niespodzianka

Przeżuwamy

Przeżuwamy

  • Na kombinowaniu przebrania dla dziatwy (za postać z książki):
Hermiona Granger

„Hermiona Granger”

"Hermiona Granger"

„Hermiona Granger”

Z akcesoriami

Z akcesoriami

Z bliska

Z bliska

Po szkole z do połowy widoczną miotłą, znaczy takim czymś włochatym do usuwania pajęczyn ;-)

Po szkole z do połowy widoczną miotłą, znaczy takim czymś włochatym do usuwania pajęczyn 😉

"Ron Weasley"

„Ron Weasley”

"Ron Weasley" z bliska

„Ron Weasley” z bliska

Gryffindor rządzi

Gryffindor rządzi

"Ron" i "Hermiona"

„Ron” i „Hermiona”

Transformer. Ze zmęczenia prawie napisałam transformator :-)

Transformer. Ze zmęczenia prawie napisałam transformator 🙂

Z takim lepiej nie zadzierać...

Z takim lepiej nie zadzierać…

  • Na czekaniu aż dziatwa wyjdzie ze szkoły:
Znowu czekam

Znowu czekam

  • Na obserwowaniu
Paczę sobie

Paczę sobie

  • Na robieniu zdjęć jedynemu w okolicy nieruchawemu obiektowi żyjącemu i eksperymentach z kolorem i ostrością:
Eksperymenty fotograficzne

Eksperymenty fotograficzne

Wracając do piątku: chwała i dzięki Stwórcy za yerba mate. Dzisiaj podejmowałam dramatyczne próby nadrobienia zaległości z 5 dni migreny):

  1. Uprałam poszwy i powłoczki
  2. Uprałam rodzicielską kołdrę i 6 poduszek
  3. Założyłam pościel i nie padłam, choć prawie (kto ma łóżka piętrowe, a szczególnie takie z IKEA z jednym spaniem pod sufitem, wie o czym mówię). Trochę pomógł P.
  4. Popracowałam z ogródku
  5. Ugotowałam prawie zupę i całkiem kolację
  6. Sprzątnęłam kuchnię i ponownie ją usyfiłam
  7. Złożyłam pranie sprzed kilku dni i rozparcelowałam (3 wieeelkie michy)
  8. Obejrzałam wiadomości (polskie)
  9. Wzięłam prysznic (P. zawsze mnie pyta, dokąd zamierzam zabrać prysznic)
  10. Wykonałam parę telefonów
  11. Zaprowadziłam i odebrałam dziatwę ze szkoły (tylko J. i D.)
  12. Prawdopodobnie zrobiłam milion innych rzeczy o których nie pamiętam
  13. Piszę teraz bloga
  14. Jak się uda to jeszcze w piątek pójdę spać (jest 23.46)

Chyba jednak pójdę spać.

Życzę wszystkim miłego dnia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żarełko

Kiedy w lodówce zaczyna świecić pustkami, trzeba uruchomić wyobraźnię. Lustruję wszystkie półki: kilka jajek, resztka sałaty, dwa pomidory, torebka fasolki szparagowej, płatki owsiane, ciecierzyca, komosa ryżowa, parę garści mąki ryżowej, trochę żurawiny w torebce, kilka jagód w zamrażalniku, resztka czekolady, suche kotlety sojowe przywiezione latem z Polski.

Kolacja

Kolacja

Owsianka z jagodami

Owsianka z jagodami

Kotlety sojowe obtaczane w mące ryżowej

Kotlety sojowe obtaczane w mące ryżowej

Ciasteczka owsiano-żurawinowe

Ciasteczka owsiane z żurawiną

Przygotowuję kotlety z quinoa, ciecierzycy i pestek dyni

Przygotowuję kotlety z quinoa, ciecierzycy i pestek dyni

Kotleciki

Kotleciki

Kotlety z komosy ryżowej i ciecierzycy:

  • Około 2 szklanek ugotowanej komosy (1 szklanka komosy:2 szklanki wody)
  • Szklanka ciecierzycy
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • Sól
  • Pieprz
  • Cebulka podsmażona
  • Sok z cytryny
  • Czosnek
  • Mąka ryżowa do obtoczenia

Zmodyfikowałam przepis ze strony:

weganie.blogspot.com

Muffinki kokosowe bezglutenowe

Muffinki kokosowe bezglutenowe

Kokos i żurawina

Kokos i żurawina

Pyszne muffinki

Pyszne muffinki

Bezglutenowe muffinki kokosowe z kawałkami czekolady

Bezglutenowe muffinki kokosowe z kawałkami czekolady

Wersja czekoladowa

Wersja czekoladowa

  • 1/2 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki mleka (u mnie sojowe)
  • 2 jajka
  • 2 szklanki mąki ryżowej
  • Wanilia
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki wiórków kokosowych
  • 1/2 szklanki cukru (u mnie ksylitol)
  • Dodatki: czekolada, suszone owoce

W jednej misce łączymy suche składniki, w drugiej mokre. Łączymy mokre z suchymi. Nie wyrabiamy. Pieczemy ok. 25 minut w temperaturze 200 stopni.

Lekko zmodyfikowany przeze mnie przepis pochodzi ze strony:

Spiżarnia