Góry

Na wyciągu

Adamowski naprawdę śmiga na nartach, nie tylko pozuje 🙂

Adamowski

Na leżąco 🙂

To znowu ja

Wyciąg

Wisząco-jeżdżąco

Pozdrowienia z gór(y)

Dwóch muszkieterów + "muszkieterka" w zimowym wydaniu

Widok z wyciągu

Dominikowski

Kto powiedział, że w trakcie zjazdu nie można robić bałwanka?

Julka

Różnie patrzymy na świat

Mężowski

Panowie zjeżdżają z wyciągu

Moi faceci

Julcia

Faceci na wyciągu

"Skoszone" choinki na Alpental (czarna trasa)

Obiecane zdjęcia. Trochę późno bo już czerwiec, ale mam nadzieję, że spodobają się Wam. Jeśli znajdę więcej wkleję. Póki co patrzę tęsknie na te foty, bp ja uwielbiam zimę, a upały mnie męczą. Ale…kolejny sezon już za parę miesięcy.

Reklamy

Narciarsko

Sezon narciarski w pełni. Zaliczyliśmy już 11 jednodniowych wypadów z dziećmi. Początki były trudne. Pierwszy raz był dość nerwowy, na szczęście wyszyscy przeżyli, choć 3 płaczących, narzekających i jęczących dzieci mogłaby i świętego z równowagi wyprowadzić. Jednak jak to mówią: pierwsze koty za płoty. Dzieciaki śmigają na nartach aż się kurzy, najmłodszy czterolatek ciągle pyta ile jeszcze dni do soboty  :-)Bardzo się cieszę, że im się podoba. Ostatnio starszaki zaliczyły z tatą trasę niebieską z czarnym jednym zjazdem (odpowienik polski czerwono-czarna) i bardzo mnie zachęcały do skorzystania 🙂 Mając jednak w pamięci poprzedni dzień, kiedy niespodziewanie wylądowaliśmy całą piątką na czarnej trasie (trochę oblodzonej z kamulcami i czasami jakimiś korzeniami) i nieco sobie poobijałam zadek  (czasem się zjeżdża na nartach, czasem na tyłku), nie bardzo chciałam się wysilać. Na to Julia odpaliła:

„Mamo, nie bój się. Tam jest naprawdę fajnie, pomożemy Ci. Poza tym, przecież jesteś dorosła”. Po takim podsumowaniu nie miałam wyjścia :-). Nie żałowałam, trasa naprawdę jest świetna.

 

Na razie tylko tyle narciarskich. Mam problemy z załadowaniem zdjęć.

Prawie zima

Witam w chłodną grudniową noc – dla niektórych poranek 🙂 Źle mi z tym, że nie piszę, już się tłumaczę :-). Najpierw dopadła mnie kolejna infekcja tuż na początku listopada, która ponoć jest alergią (nawiasem mówiąc nadal kaszlę), dała mi się nieźle we znaki. Kiedy tylko mogłam spałam i faszerowałam się różnymi lekami, aby dojść do siebie. Jest coraz lepiej ale niestety nadal  nie czuję się tak jakbym chciała. W tak zwanym między czasie pomagałam koleżance w sprzątaniu nowo kupionego domu (i dorobiłam się zakwasów??? w palcach i bolał mnie nadgarstek) oraz było Święto Dziękczynienia. Dominik z tej okazji dostał ciekawą pracę domową: miał tak przebrać indyka (wyciętego z papieru), aby nikt go nie poznał i tym samym nie upiekł na obiad.

Zindyczony Święty Mikołaj

Spędziliśmy fantastyczny świąteczny dzień z przyjaciółmi, a w sobotę pojechaliśmy na narty. Dla mnie to był pierwszy raz od 2002 a dla dzieciaków pierwszy raz w życiu. Minęło 2.5 tygodnia a ja nadal mam zakwasy (co nienajlepiej o mnie świadczy). Tata zajął się Adamem, który jeździł (fruwał?) między jego nogami. Jak na pierwszy raz było nieźle, bo mimo kilku nerwowych sytuacji, zmęcznia i ciągłych wywrotek dzieciaki się nie zniechęciły. W najbliższą sobotę planujemy kolejny wypad. Mam nadzieję, że będzie piękna pogoda. Zdjęcia może jutro, bo u mnie prawie północ.