Piersze koty (tfu: misie) za płoty, czyli bardzo krótka rozprawka o pokłutych palcach.

TO znowu się stało. Wczoraj późnym wieczorem powlokłam się na ostatnich nogach na górę. Po ciężkim dniu miałam chęć wpaść w objęcia Morfeusza i dać odpocząć zmęczonemu ciału. Niestety umysł miał inne plany…

W drodze do łazienki mój wzrok spoczął na biurku. A na biurku leżała wełna czesankowa. No i musiałam! sprawdzić, czy większą kulkę filcuje się tak samo boleśnie jak małą :-). Potem się tak jakoś potoczyło, że skończyłam o 1.30. Znowu do łóżka wlazłam o 2 i noc niespodziewanie szybko minęła. To nie fair 😉

Miś Bazyli narodził się w bólach (moich pokłutych palców) w nocy z 31 października na 1 listopada. Jest niewielki i raczej już nie urośnie – tylko 7.5 cm wzrostu. Siedzi sobie grzecznie i bawi się piłeczką. Dużo mu brakuje do doskonałości, ma np. zbyt krótkie przednie łapki, tylne też powinny wyglądać inaczej. Ale i tak go pokochałam, moja pierwsza sfilcowana praca. Biorąc pod uwagę, że robiłam go w nocy, po dwóch dniach malowania, sprzątania i braku wystarczającej ilości snu, nie jest źle. Najważniejsze, że spróbowałam. Myślę, że to dopiero początek. Będę ćwiczyć i mam nadzieję, że nie połamię więcej igieł (tak, tak: jedną złamałam).

Poznajcie Bazylego:

Sfilcowany na sucho miś Bazyli

Sfilcowany na sucho miś Bazyli

IMG_20131101_093438 IMG_20131101_093458 IMG_20131101_093432 IMG_20131101_093408