Spacerkiem…

Zbliża się wieczór. Siedzę w poczekalni szkoły tańca. Popijam  kawę, słucham książki na „ipodzie”. Wczoraj napisałam, że czas się zatrzymać. Zwolniłam, świat się nie zawali, jeśli trochę czasu poświęcę samej sobie. Poszłam na jesienny spacer. Olympia wygląda pięknie o tej porze roku. Rano zamglona, wszystko widać jak przez filtr. Na ogół pada deszcz, co też ma swój urok. Tak sądzę – wbrew utyskiwaniom znajomych. Zazwyczaj jest pochmurno, dzisiaj po południu wyjrzało słońce, a ja po raz kolejny westchnęłam z zachwytu. Zrobiłam trochę zdjęć – znowu komórką (decyzja o przechadzce była spontaniczna). Wiem, że nie oddadzą one tego, co chciałam uchwycić, zresztą zobaczcie same/sami 🙂

IMG_20131017_124749 IMG_20131017_114907 IMG_20131017_114725 IMG_20131017_114701 IMG_20131017_114656 IMG_20131017_114437 IMG_20131017_114413 IMG_20131017_125019 IMG_20131017_125015 IMG_20131017_124918 IMG_20131017_124845 IMG_20131017_124749 IMG_20131017_124657 IMG_20131017_124602 IMG_20131017_124540 IMG_20131017_124532 IMG_20131017_124521 IMG_20131017_124421 IMG_20131017_124410 IMG_20131017_124328 IMG_20131017_124318 IMG_20131017_124307 IMG_20131017_124157 IMG_20131017_120659 IMG_20131017_113256 IMG_20131017_113244 IMG_20131017_113219 IMG_20131017_113201 IMG_20131017_113159_1 IMG_20131017_113140 IMG_20131017_113317 IMG_20131017_113117 IMG_20131017_113125 IMG_20131017_112919 IMG_20131017_113029 IMG_20131017_112848 IMG_20131017_112831 IMG_20131017_112800 IMG_20131017_112825 IMG_20131017_113159 IMG_20131017_112748 IMG_20131017_113148 IMG_20131017_113158 IMG_20131017_113143 IMG_20131017_112550 IMG_20131017_112731 IMG_20131017_112715 IMG_20131017_112725 IMG_20131017_112616 IMG_20131017_112428 IMG_20131017_112414 IMG_20131017_111939

Luty

Niemożliwe, że mamy luty. Kiedy, jak? Czas płynie obłędnie szybko. Na okoliczność lutego znalazłam fajne przysłowie: Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje, ale czasem tak się zżyma, że człek prawie nie wytrzyma. U mnie dość wiosennie, w ciągu dnia 8-10 stopni C, a ja jeszcze nie umieściłam zdjęć około-świątecznych. Uczynię to, jak tylko poradzę sobie z pewnymi problemami technicznymi. Ostatnie miesiące były bardzo intensywne. Mieliśmy gościa, z którym wybieraliśmy się na bliższe lub dalsze wycieczki, regularnie chodziliśmy na basen i przyjęcia świąteczne. J. i D. rozpoczęli przygodę z hip-hopem. Uznałam, że taniec dobrze im zrobi, bo moje dzieci to wulkany energii. W ostatnim tygodniu musieliśmy troszkę zwolnić tempo, bo J. dostała grypy. Wszyscy zresztą złapaliśmy jakiegoś wirusa. Moim zdaniem jest za ciepło, choć niektórzy moi sąsiedzi zgodnie twierdzą, że bardzo marzną. Mnie się marzy ochłodzenie, stanowczo lepiej się czuję z chłodniejszym klimacie. Nie dla mnie Arizony i Brazylie, a wakacje w Skandynawii to byłoby to 🙂

Od paru miesięcy mam fajny telefon (zawsze miałam najprostsze modele) i strzelam nim fotki jak widzę coś wartego uwagi.

Spacerkowo osiedlowo:

IMG_20130118_093812 IMG_20130118_093220 IMG_20130118_093141 IMG_20130118_093727 IMG_20130118_094926 IMG_20130118_094454 IMG_20130118_094349 IMG_20130118_093754 IMG_20130118_093739 IMG_20130118_093939 IMG_20130118_094016 IMG_20130118_094048 IMG_20130118_094926IMG_20130118_094529IMG_20130118_093210 IMG_20130118_093645

Mój samochodzik (moja sąsiadka powiedziała, że zamarznięte na szybie  wzory przypominają jej ławice ryb):

IMG_20130118_094809 IMG_20130118_094818 IMG_20130118_094848 IMG_20130118_094825

Priest Point Park:

IMG_20130121_124404IMG_20130121_124328IMG_20130121_121521 IMG_20130121_120521 IMG_20130121_114732 IMG_20130121_113830IMG_20130121_113819 IMG_20130121_113749 IMG_20130121_113713 IMG_20130121_113546 IMG_20130121_113428 IMG_20130121_113422 IMG_20130121_113217 IMG_20130121_113156 IMG_20130121_121536 IMG_20130121_121731 IMG_20130121_124514 IMG_20130121_124851

Tumwater Falls:

IMG_20130119_122244 IMG_20130119_121855 IMG_20130119_121750 IMG_20130119_121132 IMG_20130119_120622 IMG_20130119_120548 IMG_20130119_120525 IMG_20130119_120429 IMG_20130119_120414 IMG_20130119_120358 IMG_20130119_115850 IMG_20130119_115810 IMG_20130119_112217 IMG_20130119_112142 IMG_20130119_111920 IMG_20130119_111818

Moje miasto jest naprawdę ładne. Tutaj każda pora roku ma swój urok. Zimą, jeśli aura dopisze 😉 i mamy śnieg (co nie zdarza się często, bo ciepłe prądy znad Pacyfiku (lodowatego tutaj zresztą) robią swoje), jest po prostu bajecznie. Często wtedy nie ma prądu, zdarza się, że zamykają szkoły i urzędy i mamy labę 😉 Jesienią jest kolorowo, króluje złoto i głęboka czerwień oraz brązy i zieleń (nie na darmo Stan Waszyngton nazywany jest wiecznie zielonym), wiosną jest soczyście zielono i mamy sporo kwiatów, latem: zieleń, kwiaty, słońce, czasem złoto (jak słońce popali niepodlewane przez nikogo skwerki – większość, przynajmniej w mieście nawadniają zraszacze).

W Tumwater Falls Park można obserwować spływ łososi. Jest sporo małych parków i placów zabaw. Na prawie każdym placu zabaw jest toaleta (znam tylko jeden placyk bez tego przybytku). To czego mi brakuje to ogromnych parków typu Łazienki Królewskie, Park Ujazdowski czy Ogród Saski. Priest Point Park jest naprawdę duży, ale dość dziki. W jednym z parków kilka lat temu pewna pani, która wybrała się na spacer ze swoim jamniczkiem, spotkała pumę. Dość często się zdarza, że jadąc samochodem, trzeba się nagle zatrzymać, bo ulicą kroczy sarna.

Lipiec 2012

Lipiec był bardzo pracowity. 18 lipca wsiedliśmy w samolot do Amsterdamu aby jakieś 12 godzin później przesiąść się do samolotu lecącego do Warszawy. Byliśmy okropnie zmęczeni, najpierw pakowanie, potem podróż i zmiana czasu, ale było cudownie. Wielkie emocje i wielka radość zobaczyć rodzinę i znajomych. W Warszawie prowadziliśmy intensywne życie towarzyskie. Przez pierwszy tydzień chodziłam spać między 2 a 3 w nocy. Nie ze wszystkimi udało nam się spotkać, do niektórych się nie mogłam do dzwonić. Nie udało nam się wpaść do Paryża, jak planowaliśmy. To zrobimy następnym razem. Byliśmy za to na żaglach.

Naprawdę super wyjazd, szkoda, że tak rzadko jesteśmy w Polsce, co 3-4 lata. Chcę to zmienić 🙂

Przed wyjazdem uszyłam parę woreczków na bieliznę i skarpetki dla naszej piątki. Nie mam zdjęć woreczków (jeszcze), ale mam zdjęcie z przygotowań do szycia:

Obcykałam dla mojej mamy i siostry nasz ogródek:

Nasze malinki:

Po wylądowaniu w Warszawie dzięki uprzejmości pana kapitana z linii KLM moje dzieci mogły zajrzeć do kokpitu.

Prawie zima

Witam w chłodną grudniową noc – dla niektórych poranek 🙂 Źle mi z tym, że nie piszę, już się tłumaczę :-). Najpierw dopadła mnie kolejna infekcja tuż na początku listopada, która ponoć jest alergią (nawiasem mówiąc nadal kaszlę), dała mi się nieźle we znaki. Kiedy tylko mogłam spałam i faszerowałam się różnymi lekami, aby dojść do siebie. Jest coraz lepiej ale niestety nadal  nie czuję się tak jakbym chciała. W tak zwanym między czasie pomagałam koleżance w sprzątaniu nowo kupionego domu (i dorobiłam się zakwasów??? w palcach i bolał mnie nadgarstek) oraz było Święto Dziękczynienia. Dominik z tej okazji dostał ciekawą pracę domową: miał tak przebrać indyka (wyciętego z papieru), aby nikt go nie poznał i tym samym nie upiekł na obiad.

Zindyczony Święty Mikołaj

Spędziliśmy fantastyczny świąteczny dzień z przyjaciółmi, a w sobotę pojechaliśmy na narty. Dla mnie to był pierwszy raz od 2002 a dla dzieciaków pierwszy raz w życiu. Minęło 2.5 tygodnia a ja nadal mam zakwasy (co nienajlepiej o mnie świadczy). Tata zajął się Adamem, który jeździł (fruwał?) między jego nogami. Jak na pierwszy raz było nieźle, bo mimo kilku nerwowych sytuacji, zmęcznia i ciągłych wywrotek dzieciaki się nie zniechęciły. W najbliższą sobotę planujemy kolejny wypad. Mam nadzieję, że będzie piękna pogoda. Zdjęcia może jutro, bo u mnie prawie północ.