Wtorek

Jestem zakręcona jak słoik dżemu. Wczoraj wieczorem połknęłam leki, które powinnam wziąć dzisiaj rano. Rano dla odmiany nie wzięłam leku, który powinnam połknąć na co najmniej 30 minut przed zastrzykami. Właściwie to nie pamiętam czy go wzięłam. Nie mogłam więc iść na zastrzyki, i ta wątpliwa przyjemność czeka mnie w czwartek. W środę dla odmiany idę do dentysty na czyszczenie zębów. Wolę zastrzyki, trwają krócej 🙂

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem wtorku jest to, że A. zgubił pierwszy mleczak. Nie mógł się doczekać i teraz z dumą pokazuje swoją szczerbę 😉

Wypadł ząbek

Wypadł ząbek

Przyszła Wróżka Zębuszka, czyli ja: „Mamusiu, jesteś najlepszą mamą na świecie. Zawsze chciałem takiego tygryska, ale nie wiedziałem jak się to nazywa”:

Tygryska nakłada się na paluszek i można bawić się w teatr.

Tygryska nakłada się na paluszek i można bawić się w teatr.

Tygrysek

Tygrysek „trzyma” kuferek z ząbkiem A.

Wrzuciliśmy coś na ząb:

Wegańskie migdałowy jogurt z kiwi, bananem i syropem daktylowym: mamo to wygląda jak keczup :-)

Wegański migdałowy jogurt z kiwi, bananem i syropem daktylowym: mamo to wygląda jak keczup 🙂

Jogurcik w wersji dla dzieci z dodatkowymi migdałami i żurawiną

Jogurcik w wersji dla dzieci z dodatkowymi migdałami i żurawiną

To było pyszne! Masz więcej? Nieeeeeeeeeee ma już????!!!!

To było pyszne! Masz więcej? Nieeeeeeeeeee ma już????!!!!

Wcinaliśmy też zupę z dodatkiem skiełkowanych fasolek i soczewicy

Wcinaliśmy też zupę z dodatkiem skiełkowanych fasolek i soczewicy

Zupka

Zupka

Ciasto na omlet

Ciasto na omlet

  • 4 kubki mąki bezglutenowej (u mnie 1 ryżowej, 1 kukurydzianej i 2 nie wiem czego, bo nie było opisane, ale było jasno żółte 😉 )
  • 4 jajka
  • proszek do pieczenia bez aluminium – 1 łyżeczka
  • łyżeczka ksylitolu
  • mleko sojowe w ilości nie określonej  – do uzyskania zadowalającej konsystencji
  • ghee do smażenia
Gotowy omlecik z surówką

Gotowy omlecik z surówką

Omlecik w wersji rozpustniej i niezdrowej z kremem czekoladowym kupnym

Omlecik w wersji rozpustnej i niezdrowej z kremem czekoladowym kupnym

Wieczorem przyszła pora na czytanie:

P. czyta, my słuchamy :-) Lubię to :-)

P. czyta, my słuchamy 🙂
Lubię to 🙂

Rodzeństwo, słodkie prawda?

Rodzeństwo, słodkie prawda?

Miło jak się nie kłócą i nie piorą. Zdarza się tak :-)

Miło jak się nie kłócą i nie piorą. Zdarza się tak 🙂

Wszyscy już śpią w moim domu. Pora więc i na mnie. Dobranoc Państwu (albo Dzień Dobry jak kto woli, w zależności od położenia geograficznego).

Reklamy

W obronie Harrego Pottera

Witajcie. Odbębniam godzinkę w poczekalni szkoły tańca. J. i D. tańczą, A. bawi się a ja mam chwilkę. Nie mogę sobie odpuścić tego tematu. Harry Potter – moja ukochana seria książek. Być może moja pasja dziwi niektórych czytaczy – w końcu Harry Potter to literatura dziecięco-młodzieżowa, a ja już dawno przestałam być nastolatką 🙂

Opowieść o Harrym Potterze i jego przygodach spotkała się z ostrą krytyką niektórych środowisk, które widziały w niej zachętę do zainteresowania się okultyzmem i magią. Moim zdaniem powieść pani J.K Rowling ma wymiar dydaktyczny. Nie ma sensu doszukiwać się w serii o Harrym tego , czego tam mnie na, bo przypomina to sugerowanie, że Teletubiś Tinky Winky jest gejem, tylko dlatego, że nosi torebkę. O wartościach edukacyjnych serii o młodym czarodzieju Harry napiszę innym razem, teraz chciałabym przytoczyć fragmenty interesującego artykułu autorstwa ks. Jacka Dunin-Borkowskiego.

Harry Potter a magia – ks. Jacek Dunin-Borkowski

„(…)czym jest magia, o ile istnieje. Możliwe wydają się tutaj dwie definicje: magia rozumiana jako rodzaj ludzkiej wiedzy, pozwalającej wniknąć w ukryty mechanizm rzeczywistości, albo magia jako kontakt z ponadludzkimi mocami.
W pierwszym wypadku mag byłby zatem kimś podobnym do speca od komputerów, potrafiącego wyczyniać za ich pomocą cuda niedostępne i niezrozumiałe dla przeciętnego użytkownika. (…) To drugie rozumienie zakłada przyjęcie panteizmu – poglądu, że ostatecznie wszystko, co istnieje, jest absolutną jednością. Jeśli tak by było, to wówczas można uznać, że układ gwiazd może się odzwierciedlać w moim porannym przypaleniu jajecznicy, a dotknięcie jakiejś struny rzeczywistości przez odpowiednio dobrane zaklęcie może powodować zakwitanie stokrotek na Antarktydzie zupełnie w taki sam sposób, jak wybranie odpowiedniego numeru telefonu w Polsce powoduje dzwonienie aparatu w tejże samej krainie śniegu. Jeśli wszystko jest jednością, to uchwycenie tej ukrytej struny daje klucz do wszystkiego – zgaszenia słońca, przeniesienia się w czasie czy przestrzeni, spowodowania, że gruszki wyrosną na wierzbie. (…)
Z którym z wymienionych rodzajów magii mamy do czynienia w „Harrym Potterze”? Pozornie z pierwszym. Uczniowie Hogwartu żmudnie pracują nad opanowaniem wiedzy, specjalnych zaklęć i sposobu ich wykonywania tak, aby osiągnąć odpowiedni efekt – unoszenie się przedmiotów, latanie na miotle etc. Nie kontaktują się jednak w tym celu z żadnymi ponadludzkimi mocami. W gruncie rzeczy w książkach i filmie o Harrym w ogóle nie ma magii. Są to raczej opowieści z życia nastolatków zmagających się ze sobą i ze strasznym wrogiem, bardzo podobne w swoim stylu, randze literackiej i komizmie do książek Niziurskiego. Magia jest tutaj jedynie traktowanym z przymrużeniem oka sztafażem, dodającym tym opowieściom smaku, przydającym im niezwykłości. Przykłady żartobliwego jej traktowania mnożyć można bez liku: tytuły książek-podręczników (np. „Potworna Księga Potworów,” która. gryzie!), peron nr 9 i 3/4, z którego jedynie można się dostać do magicznej szkoły, kupowanie szat czarnoksięskich jak szkolnego mundurka, nieskuteczne zmienianie przez niedouczonego ucznia jeża w poduszkę do szpilek, kurczącą się z przerażenia przed ukłuciem. Takie było moje pierwsze odczucie przy lekturze „Harry’ego” i zostało ono potwierdzone przez wypowiedź samej Rowling, stwierdzającej, że nie wierzy w czary i dlatego może się nimi bawić. (…)
Do znudzenia odbija się w katolickich mediach przerażająca wiadomość, że alchemik Nicolas Flamel istniał naprawdę. Ale, na miłość Boską, to tylko nazwisko! Pan Twardowski też istniał i był alchemikiem, a nie spotkałem dziecka, któremu zaszkodziłoby na duchu powtarzanie wyliczanki: „Pan Twardowski na kogucie, w jednym kapciu, w drugim bucie”. Podobnie jest z zarzutem propagowania brutalności, za którego przykład uchodzi torturowanie pająków na lekcji obrony przed czarną magią. Tych tortur dokonuje jednak czarodziej zaprzedany złu. Czyżbyśmy chcieli, aby jedyne obrazy złych postaci w literaturze dla młodzieży ograniczały się do przestępstwa niemycia zębów i niesortowania śmieci?
A co jest zaletą historii o Harrym Potterze? Najlepiej to ujął Piotr Wojciechowski przed rokiem na łamach „Więzi”: Harry to anty-Barbie. Przecież właśnie śliczna laleczka Barbie jest niemoralna i zdecydowanie szkodliwa. Na ulicach i w szkołach, a bodaj i w przedszkolach widać małe dziewczynki poubierane jak kobiety lekkich obyczajów. To jest pokłosie Barbie i prasy tzw. młodzieżowej. Istnieją rzeczy szkodliwe, choć nieoperujące bezpośrednio hasłami i obrazami uznawanymi za grzeszne. Sam jestem zdania, że brazylijskie seriale są nie mniej niemoralne niż pornografia.
A jak te filmy oddziałują na człowieka? Zazwyczaj całkowicie abstrahują one od moralności, postacie są papierowe, konflikty sztuczne. Budzą tęsknotę za bogatym, łatwym życiem, urozmaicanym jedynie finansowo-erotycznymi intrygami. Są poza tym bezdennie głupie, utwierdzając w głupocie swoich widzów. Chciałbym przypomnieć, że Jezus Chrystus wymienia głupotę (oczywiście tę zawinioną) wśród poważnych grzechów.
Część katolickich mediów reaguje jak kiepsko zaprogramowany komputerowy czujnik: nagość – źle, czary – źle, przemoc – fatalnie. Skutek jest taki, że przecedzamy komara, a połykamy wielbłąda. Można napisać skrajnie nieprzyzwoity tekst, nie używając ani jednego wulgarnego słowa. Można zrobić nieprzyzwoity film, nie obnażając aktorów. Robi się lalki, które wprowadzają dzieci w naskórkowo-konsumpcyjne traktowanie życia (ciuchy, fryzura), choć pozostają ładnymi laleczkami. Emituje się brazylijskie filmy, lansujące życie bez żadnej wartości, choć występują w nich czasem księża i zakonnicy.
Opowieści o Harrym Potterze mogą bardzo pozytywnie oddziaływać na czytelnika, choć pojawiają się w nich czary. Wartością nie jest w nich ani wygląd zewnętrzny, ani siła fizyczna, ani nawet zdolności czy sukces. Ważna jest przyjaźń, rodzina, poświęcenie, przełamywanie swojej słabości, wiedza, lojalność. Nasze wybory – przekonuje Dumbledore – ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej, niż nasze zdolności. A w epitafium dla Cedrica – ofiary diabolicznego Voldemorta pojawiają się słowa: pamiętajcie Cedrica, wspomnijcie na niego, gdy przyjdzie wam wybierać między tym, co jest słuszne, a tym, co jest łatwe. Poza dydaktycznymi maksymami, które są tak mocno podkreślane, że aż szkodzą literackiej wartości powieści, młody człowiek może zobaczyć, że zło jest z?e i że trzeba z nim walczyć na śmierć i życie – także w sobie samym. Zło nie jest tylko innością, kwestią wyboru, przyjmowaniem takiej czy innej opcji. Ono jest realne.
Sam bardzo lubię w historiach o Harrym budzenie zdrowego sceptycyzmu, np. wobec środków masowego przekazu oraz w ogóle budzenie świadomości, że rzeczy i ludzie często nie są tym, na co z pozoru wyglądają. Te historie pokazują, że największy sprzymierzeniec może okazać się wrogiem, a człowiek uznawany przez wszystkich za przestępcę – przyjacielem. Istnieje naprawdę duża szansa, że dziecko, które spotkało się w lekturze z panią redaktor Ritą Skeeter, nie będzie bezmyślnie połykało papki dla odmóżdżonych, płynącej ze środków masowego. rażenia.
Książki o Harrym to według mnie bardzo dobra literatura, oczywiście w swojej klasie. Warta polecenia tym rodzicom, którzy swoją dzieciomłodzież chcą wychowywać na lepszych wzorcach niż Lara Croft i Mortal Kombat.’
Pełny artykuł dostępny na stronie:
Inny ciekawy artykuł dotyczący potteromanii autorstwa Ks. Jacka Dunin – Borkowskiego można znaleźć:

Witam wieczorową porą

Witam

Kiedy patrzę na kalendarz przypomina mi się dowcip:

Siedzi nalany facet w barze, gapi się na wentylator i stwierdza: ale ten czas zapierdziela…

No właśnie, u mnie jak w dowcipie, z tą różnicą, że ani nie siedzę, ani nie mam wentylatora 😉

Już 23.15 a ja nadal jestem w niedoczasie.

  • Wstałam o 6.40
  • Zrobiłam śniadanie, spakowałam dzieciom jedzenie do szkoły
  • Odstawiłam towarzystwo do szkoły (w poniedziałki A. ma na inną godzinę 😉 )
  • Sprzątnęłam kuchnię
  • Zatankowałam samochód
  • Zrobiłam zakupy w 3 sklepach
  • Odebrałam A. ze szkoły
  • Rozpakowałam zakupy i zjedliśmy z  A. zupę pomidorową i muffinki
  • Wlałam w siebie yerba mate (a wcześniej kawę w drodze do szkoły) i z 15-20 minut spędziłam w pozycji siedzącej przez monitorem (szukając inspiracji kulinarnych)
  • Ugotowałam drugie danie i zupę na następny dzień
  • Odebrałam J. i D. ze szkoły
  • Nakarmiłam towarzystwo
  • Pojechaliśmy we czwórkę na spotkanie babskich skautów (J.) – było zebranie
  • Jakieś 80 minut później wpadliśmy do domu i udało mi się zjeść posiłek
  • O 6.40 pojechałam na próbę chóru
  • Wróciłam o 20.50
  • Podałam dzieciom kolację
  • Sprzątnęłam kuchnię
  • Namoczyłam płatki owsiane na śniadanie
  • Zaparzyłam sobie rooibos i wcięłam ostatnie dwie maleńkie muffinki
  • Pograłam na pianinie (jutro lekcja)
  • Posortowałam i opisałam imiennie ciasteczka, które J. musi zabrać do szkoły i sprzedać (są zamówione; tutaj bardzo popularna jest sprzedaż ciasteczek przez harcerki i zbieranie pieniędzy na drużynę)
  • Wypisałam czek
  • Wreszcie piszę te słowa…
  • Zadzwoniłam do dwóch najważniejszych dla mnie osób w PL (rano i w południe)

Nie udało mi się:

  • Pościelić łóżka
  • Poćwiczyć
  • Poczytać dzieciom
  • Pouczyć A. czytania, podstaw matematyki, ani nie usiadłam z nim do pianina
  • Nie napisałam na blogu posta, który był na dzisiaj zaplanowany
  • Nie poczytałam książki
  • Nie pouczyłam się
  • Nie poszłam na spacer
  • Nie odpisałam na maile

Jutro:

  • Mam lekcję pianina
  • Zastrzyki
  • Hip hop starszaków
  • Milion innych rzeczy do zrobienia

Jak sobie radzą mamy pracujące poza domem??????

"Skautowe" ciasteczka czekają

„Skautowe” ciasteczka czekają

Miłego dnia wszystkim życzę.

Idę pod prysznic i spać.

P.S. Do tego wszystkiego boli mnie prawy nadgarstek i stawy. Ciekawy zapowiada się tydzień  😉

Żarełko

Kasza jaglana z cebulką, szpinakiem, brokułami i natką pietruszki.

Krótki brązowy ryż z cebulką, szpinakiem, brokułami i natką pietruszki.

Krupnik jaglany

Krupnik jaglany

Bezglutenowy ryżowo kokosowy placek z bananem i agawą.

Bezglutenowy ryżowo – kokosowy placek z bananem i agawą.

Zupa pomidorowa

Zupa pomidorowa

Fasolka szparagowa

Fasolka szparagowa

Jutrzejsze drugie śniadanie P.

Jutrzejsze drugie śniadanie P.

 

Rooibos z wanilią

Rooibos z wanilią

Na razie tylko zdjęcia. Jest 23.00. Zamierzam oddać się w objęcia Orfeusza :-), a tym, dla których zaczął się dzień pracy, życzę miłego poranka.

 

 

 

 

 

Koniec tygodnia

Uf, usiadłam wreszcie. Nie na długo pewnie, bo już po 22 i czas spać. Nie miałam kiedy usiąść do bloga, ale robiłam zdjęcia :-), pracowałam nad A. (czytanie), pilnowałam starszaki (gra na pianinie), grałam na pianinie, sprzątałam, prałam, gotowałam. Nadal mam sporo zaległości. W sumie to fajnie jak mamy coś do roboty. Najnudniejsze 4 miesiące mojego życia spędziłam w Nikaragui. Nudziłam się jak mops; z racji ciąży nie za bardzo miałam energię do zbytniego wysiłku nie tylko fizycznego 🙂 Odkąd mam dzieci, nie nudziłam się nawet minutę 🙂

W czwartek byliśmy na pewnej imprezie skautowej. Było głośno, tłoczno i sympatycznie. Można było się najeść i pogawędzić chwilę, a trzech starszych od mojego skauta chłopców dostało awans.

Wyżerka

Wyżerka

Przy stoliku

Przy stoliku

IMG_20130222_075604-001

Truskaweczka